Tydzień 31
2008-07-28 Poniedziałek
Rzeczpospolita: Przypłyną miliony euro
Michał Stankiewicz 28-07-2008, ostatnia aktualizacja 28-07-2008 01:09
Ponad 150 tysięcy osób odwiedzi Polskę, pływając po Bałtyku wielkimi wycieczkowcami. „Rz” obliczyła, że w tym roku w naszych trzech największych portach zostawią oni przynajmniej 7 mln euro . Najwięcej zawinięć zgarnie Trójmiasto. Przy czym Gdańsk i Gdynia to najwięksi konkurenci, gdyż zawinięcie statku do Gdyni automatycznie eliminuje Gdańsk i odwrotnie.
- Do 23 lipca Gdynię odwiedziły już 52 statki wycieczkowe z 73 903 pasażerami na pokładzie. Wg zgłoszonych awizacji powinny jeszcze nas odwiedzić 34 jednostki, z czego ostatnia wpłynie 25 września - mówi Janusz Czarski, rzecznik prasowy Zarządu Morskiego Portu Gdynia.
W Gdańsku pojawi połowę mniej, bo 40 statków.
- Wycieczkowce odwiedzające Gdańsk najczęściej kierują się potem do Sankt Petersburga, portów skandynawskich lub – jak ostatnio – do Szczecina. Bliskość Gdyni i Gdańska wyklucza raczej sens cumowania i tu i w Gdyni. Bywa jednak, że przychodzi do nas jednocześnie kilka jednostek. Wówczas i Gdańsk i Gdynia przyjmują po dwa, trzy statki naraz - wyjaśnia Janusz Kasprowicz, rzecznik portu w Gdańsku.
Szczecin jako jedyny z wielkiej trójki ma do morza 65 km. Stąd rynek pełnomorskich cruiserów rozwija się wolniej. W tym roku przypłynie tylko 5 wielkich statków. Miasto ma jednak ogromne perspektywy, bo postanowiło z wady uczynić swój atut - ma dalej do morza, ale za to blisko do Berlina.
- Zachętą dla wizyt statków ma być pobliski Berlin. Konkurentem Szczecina jest port w Rostocku, mieście podobnej wielkości, też położonym w głębi lądu. Z tym, że Rostock tylko w ubiegłym roku miał aż 117 zawinięć wielkich statków, z czego 92 brytyjskich, a których pasażerowie byli wiezieni autokarami do Berlina. To oznacza, że Szczecin może z sukcesem je przejąć. Powód jest oczywisty. Z Rostocku do Berlina jest 250 km, a ze Szczecina tylko 140. To oznacza, że starsi ludzie, którzy stanowią większość turystów muszą przebyć autobusami łącznie 500 km. A cumując w Szczecinie tylko 280 km. Poza tym dojazd stąd jest lepszy - mówi Grzegorz Włoch z Polsteam Shipping Agency, szczecińskiej firmy należącej do PŻM, a która zajmuje się m.in. logistyką rejsów.
Port w Szczecinie powoli realizuje program "Szczecin for Berlin". W ubiegłym roku miasto odwiedziły 3 jednostki. W tym ma być pięć. Ale to nie koniec związków z Berlinem. Miasto generuje też przychody dzięki mniejszym wycieczkowcom śródlądowym. Obydwa miasta są połączone żeglownym szlakiem wodnym na których są już regularne połączenia. Tylko w tym sezonie w szczecińskim porcie zaplanowano 80 wizyt mniejszych jednostek.
Miliony do wzięcia
Stawka jest duża. Dla miast portowych wizyty wielkich statków pasażerskich to nie tylko splendor, ale przede wszystkim wielkie pieniądze. Tym bardziej, że cruisery to błyskawicznie rozwijający się rynek.
- Liderem rejsów jest Ameryka, ale najszybciej rozwija się Europa - ocenia Włoch.
W ubiegłym roku z oferty wycieczkowców na całym świecie skorzystało 13 mln osób. W Europie największy rynek to Morze Śródziemne, ale także intensywnie rozwija się Bałtyk. Najpopularniejsze są oczywiście Kopenhaga, Petersburg, Sztokholm. Wycieczka cruiserem trwa najczęściej od tygodnia do kilkunastu dni. Trasa jest tak zaplanowana, by statek płynął w nocy, a w dzień zatrzymywał się w kolejnym porcie. Statki mają długość powyżej 100 metrów, a największe giganty przekraczają nawet 300 metrów. Dzięki temu na każdej jednostce płynie przynajmniej 1000 osób - pasażerów i załogi. Obecna światowa tendencja powoduje, że powstają coraz większe jednostki, tym samym zwiększa się liczba pasażerów.
- Najwięcej pasażerów przypływa w tym roku podczas wizyt wycieczkowca Crown Princess - za każdym razem ponad 3000 pasażerów, należy pamiętać też o załodze, której część również schodzi na ląd, a często liczy ona ponad tysiąc osób - mówi Janusz Czarski z portu Gdynia.
Podczas postoju w porcie prawie wszyscy spędzają cały dzień na lądzie. Wg szacunków władz portu w Gdyni dzięki każdemu turyście w regionie zostaje od 100 do 125 euro. To jednak łącznie z kosztem postoju statku, wykupionych wcześniej wycieczek itd. Tymczasem zdaniem Grzegorza Włocha z Polsteam lepiej policzyć ile zostawia sam turysta.
- Mamy dane, które w oparciu o analizy i sondaże wśród pasażerów i załóg wykonał port w Rostocku. Wyszło około 45 euro na osobę - mówi Grzegorz Włoch.
Jak łatwo biorąc pod uwagę niższą ze stawek powstają ogromne sumy. W Gdyni w tym roku ma pojawić się 100 tysięcy pasażerów, w Gdańsku połowa tego. Choć porty ze sobą konkurują, to trudno precyzyjnie ustalić gdzie dokładnie zostawią pieniądze ich pasażerowie. Przyjmując więc 150 tysięcy osób oznacza to, że do trójmiasta wpłynie blisko 7 mln euro. W Szczecinie te kwoty są na razie znacznie skromniejsze, gdyż miasto odwiedzi do 10 tysięcy pasażerów, z czego tylko 2 tysiące przypłynie morskimi cruiserami. Reszta to pasażerowie małych statków kursujących w Berlina. Jak łatwo obliczyć może dać to 450 tys. euro wpływów. Przed Szczecinem stoi jednak największe wyzwanie, czyli przejęcia rejsów z Rostocku. Liderem wśród polskich portów przyjmujących cruisery jest Gdynia. Największe ambicje ma Szczecin, który chce przejąć statki turystyczne wpływające obecnie do Rostoku.
Ruch morskich cruiserów w polskich portach
2004
Gdańsk - 28
Gdynia - 82
Szczecin - 1
2005
Gdańsk - 32
Gdynia - 94
Szczecin - 3
2006
Gdańsk - 29
Gdynia - 89 Szczecin - 1
2007
Gdańsk - 54
Gdynia - 85
Szczecin - 3
2008
Gdańsk - 40
Gdynia - 86
Szczecin - 5
Kurier Szczeciński: Protest w świnoujskim porcie - chcą godnie zarabiać 008-07-27 23:39:42
Na bramie Portu Handlowego Świnoujście portowcy wywiesili flagę informującą o akcji protestacyjnej. „Chcemy godnie zarabiać, aby godnie żyć” – to ich hasło. Związkowcy czekają teraz na ruch zarządu. Domagają się wzrostu wynagrodzenia dla pracowników portu o 600 złotych. - W styczniu wystosowaliśmy do zarządu dwa postulaty związane ze wzrostem wynagrodzenia dla pracowników portu – mówi Alfred Leszek, wiceprzewodniczący komitetu protestacyjnego ze związku zawodowego „Solidarność”. Bartosz TURLEJSKI
Portal Morski: Wärtsilä – rosnący zyski, spadające zamówienia Opublikowano: 28 lipca, 2008
Wärtsilä zanotował wyższe od spodziewanych przychody w drugim kwartale br, notując jednocześnie spadek zamówień na swój główny produkt – silniki okrętowe. W najbliższej przyszłości fiński producent silników spodziewa się spadku zamówień na nowe statki do poziomu z lat 2003 – 04. W dalszym ciągu dominującą pozycję będą miały stocznie chińskie i koreańskie.
Portal Morski: Edda Flora dostarczona Opublikowano: 28 lipca, 2008
Norweska stocznia grupy Karmsund Maritime Services przekazała norweskiemu armatorowi Ostensjø Rederi specjalistyczną jednostkę offshore Edda Flora. Zbudowana według projektu ST 254 CD renomowanego biura Skipsteknisk jednostka jest przeznaczona do wsparcia prac podwodnych, dokonywania inspekcji instalacji podwodnych, oraz drobnych prac konserwacyjnych. Edda Flora pojawiła się w Polsce już w październiku 2007 roku, kiedy to jej kadłub, holowany z Wyborga, gdzie powstał, musiał być awaryjnie zawinąć do Świnoujścia.
Głos Szczeiński: Gryfia remontuje Akademika Fiodorowa 28 lipca 2008 - 6:00
W Szczecińskiej Stoczni Remontowej Gryfia przechodzi remont rosyjski statek naukowo-badawczy Akademik Fiodorow.
Akademik Fiodorow nazywany jest perłą w koronie rosyjskiej badawczej floty polarnej. Dziennikarze Głosu mieli okazję podziwiać go w Szczecinie. Niestety, laboratoria badawcze, które są na jego pokładzie, były dla nas niedostępne.
To jedna z nielicznych tego typu jednostek na świecie.
Dzięki różnym urządzeniom i laboratoriom statek pełni funkcje naukowo-badawcze, a specjalna konstrukcja kadłuba i wysoka klasa lodowa pozwalają na wykorzystanie statku do żeglugi w rejonach polarnych. Często przewozi wyposażenie, zaopatrzenie i naukowców do stacji w Antarktyce i Arktyce. Zaopatrywał m.in. Polską Stację Antarktyczną im. H. Arctowskiego na biegunie południowym. Okręt został zbudowany w Finlandii w 1987 roku, uczestniczył w licznych ekspedycjach polarnych, ale głośno zrobiło się o nim rok temu. Brał udział w słynnej rosyjskiej wyprawie polarnej Arktyka 2007. Wówczas na pokładzie statku znajdowały się równie słynne dwa batyskafy: Mir 1 i Mir 2. To jedne z pięciu takich głębinowych pojazdów na świecie, mogących zejść na głębokość 6000 metrów. Drugiego sierpnia dwa Miry wraz z naukowcami dotarły na dno Oceanu Arktycznego i na głębokości 4261 m posadowiły tytanową kapsułę z flagą Rosji i przesłaniem dla potomnych. Pobrały też wodę i próbki z dna. Była to pierwsza w historii taka operacja na biegunie północnym. Chodziło nie tylko o badania, ale i udowodnienie światu, że terytorium okołobiegunowe należy się Rosji i jest częścią jej strefy ekonomicznej. O prawo do tych rejonów ubiegają się też inne państwa. Na podbiegunowych terenach znajdują się bogate złoża ropy naftowej i gazu. A globalne ocieplenie i postęp technologiczny mają ułatwić ich eksploatację. Statkiem Akademik Fiodorow od 20 lat dowodzi kpt. Walery Aleksandrowicz Wiktorow. - Bardzo lubię polarne krainy, widoki są wspaniałe, rejsy trudne, ale niepowtarzalne - mówi. - Każda ekspedycja jest inna. Nie zniósłbym pływania od portu do portu jak wodny tramwaj. Okręt badawczy Akademik Fiodorow należy do Instytutu Arktyczno-Antarktycznego w St. Petersburgu. Ma napęd elektryczny, 141 m długości, kilkanaście laboratoriów, zabiera 75 członków załogi i prawie 200 naukowców. Na pokładzie ma hangar i lądowisko dla śmigłowców. Statek po remoncie (stocznia wygrała międzynarodowy przetarg) ponownie wyruszy na Biegun Północny. Z Archangielska przewiezie na ogromną, dryfującą krę 17 polarników i elementy stacji arktycznej, która na niej zostanie zbudowana. Krystyna Pohl
Gazeta Wyborcza: Wypłynęła ekspedycja po ORP "Orzeł"
Bartosz Gondek 2008-07-27, ostatnia aktualizacja 2008-07-28 09:07
Czy zostanie w końcu wyjaśniona tajemnica zatonięcia okrętu ORP "Orzeł"? Wczoraj wypłynęła z Gdyni grupa poszukiwaczy i płetwonurków, którzy przez 17 dni będą szukać na Morzu Północnym wraku legendarnego okrętu podwodnego. Polska łódź podwodna zatonęła w niewyjaśnionych okolicznościach w 1940 roku
Kilkunastoosobowa ekipa badawcza płynie na Morze Północne na katamaranie badawczym IMOR. To jedna z najnowocześniejszych jednostek tego typu na świecie. Na pokładzie statku, należącego do Instytutu Morskiego, znajduje się nowoczesny sonar EdgeTech 4200 oraz sonda wielowiązkowa SeaBat 810. Jeżeli urządzenia pomiarowe znajdą wrak okrętu, na dno opuszczony zostanie robot podwodny SeaEye DT 500. Potem, gdy pozwolą na to warunki pogodowe, do wody wejdą nurkowie. Sześciu członków ekipy to doświadczeni płetwonurkowie. Wśród nich znajduje się prawdziwy mistrz - Andrzej Siadek, który jako nurek zawodowy zszedł na głębokość 320 m.
Cel: odnaleźć wrak ORP Orzeł
- Głębokość Morza Północnego w rejonie, w którym będziemy poszukiwać "Orła", to około 60 m, dostępna dla średniozaawansowanego płetwonurka, nie mówiąc już o zawodowcach - mówi Krzysztof Piwnicki, prezes Morskiej Organizacji Poszukiwawczej, która jest organizatorem wyprawy. Organizacja zrzesza eksploratorów, nurków, historyków i ludzi morza z Gdyni oraz Warszawy.
Uczestnicy ekspedycji Orzeł Balexmetal będą badać niewielki fragment Morza Północnego o rozmiarach 20 x 20 mil morskich.
- Przez trzy lata przewertowaliśmy tysiące stron dokumentów w brytyjskich, niemieckich, norweskich i polskich archiwach. Były wśród nich takie, których nie oglądał dotąd żaden badacz. Podczas kwerendy odrzucaliśmy kolejne hipotezy. I jesteśmy przekonani, że "Orzeł" zatonął na niemieckim polu minowym, postawionym na Morzu Północnym na trzy-cztery dni przed wyjściem jednostki na ostatni patrol. Alianci, nie wiedząc o istnieniu min, kazali polskiej jednostce wracać dokładnie przez jego środek - mówi Piwnicki. - Dysponując świetnym sprzętem i dokładnymi namiarami pola, dajemy sobie nawet 80 proc. szans na odnalezienie wraku jednostki.
ORP "Orzeł" był dumą przedwojennej marynarki wojennej. Budowany w latach 1936 - 1939 oceaniczny okręt podwodny był, obok bliźniaczego "Sępa", najnowocześniejszym okrętem podwodnym II RP. Szybki i świetnie uzbrojony miał, według tak zwanej "wschodniej doktryny obronnej", stanowić zagrożenie dla sowieckich krążowników i pancerników stacjonujących w Leningradzie. We wrześniu 1939 r. patrolował polskie wybrzeże. Internowany w Tallinie, uciekł z tamtejszego portu w dramatycznych okolicznościach. Przebił się przez Cieśniny Duńskie, zatapiając po drodze niemiecki transportowiec z wojskiem i dotarł do Wielkiej Brytanii. 23 maja 1940 r. o godzinie 11 wieczorem "Orzeł" wyszedł na swój ostatni patrol, na Morze Północne. Skierowano go w rejon na zachód od wylotu Skagerraku - gdzieś pomiędzy wschodnim wybrzeżem Szkocji a południowym wybrzeżem Norwegii. O dalszych losach jednostki niewiele do dziś wiadomo. Za najbardziej prawdopodobną datę zatonięcia przyjmuje się 25 maja 1940 r. Naukowcy zajmujący się problematyką II wojny światowej spekulowali dotąd, że "Orła" mógł zatopić niemiecki samolot, okręt mógł wejść na minę, lub stać się ofiarą omyłkowego ataku brytyjskiego patrolowca.
Po II wojnie światowej "Orzeł" stał się jedną z legend polskiego czynu zbrojnego. Historia okrętu i jego wojenne dokonania stały się kanwą wielu książek oraz filmu pt. "Orzeł" z 1959 r. w reżyserii Konrada Buczkowskiego. Ekspedycja potrwa 17 dni. Poszukiwania zostały zaplanowane tak, aby pokryć 100 proc. typowanego obszaru. To oznacza praktycznie brak możliwości przeoczenia wraku. Jeżeli członkowie MAP mają rację i resztki "Orła" znajdują się w wytypowanym obszarze, ich odkrycie byłoby sensacją na światową skalę. Ponieważ niemieckie pole minowe pozostało nierozpoznane przez aliantów przez ponad rok, polscy badacze liczą się też ze znalezieniem w wyznaczonym sobie obszarze innych, nieznanych dotąd wraków. Jakie rezultaty przyniesie kosztująca ponad 500 tys. zł ekspedycja, przekonamy się 13 sierpnia.
ORP "Orzeł"
Oddany do służby 2 lutego 1939 r. Długość całkowita 84 m. Załoga 60 osób. Uzbrojenie: działo 105 mm, działo przeciwlotnicze 40 mm, 1 nkm 13,2 mm, 12 wyrzutni torpedowych 550 mm z reduktorami do torped 533 mm. Prędkość maksymalna na wodzie 20 węzłów, pod wodą 9 węzłów.
Gazeta Wyborcza: Finał regat katamaranów w Szczecinie
ms 2008-07-27, ostatnia aktualizacja 2008-07-28 08:41
Osiem załóg wzięło udział w finale wyścigów Enea Sailing Baltic Cup 2008, który w weekend odbył się w Szczecinie. Zwyciężyli Holendrzy, drugie i trzecie miejsce zajęli Polacy. Impreza rozpoczęła się w środę w Świnoujściu. Zawodnicy ścigali się wzdłuż polskiego wybrzeża, na trasie długości ok. 200 mil morskich. Przed finałem w Szczecinie 16 załóg przepłynęło trzy jednodniowe etapy: Świnoujście - Mielno, Mielno - Ustka, Ustka - Łeba.
- O unikatowości tych regat decyduje fakt, że nigdzie indziej na świecie na pełnym morzu nie odbywają się wyścigi złożone z kilku etapów - mówi Jarosław Kaczorowski, dyrektor sportowy imprezy. - Były kiedyś na Florydzie, ale teraz ten wyścig to jedyna szansa dla zawodników, by zmierzyć się z tak trudnymi warunkami.
W sobotę o godz. 13 na Wałach Chrobrego zaczął się czwarty etap, do którego z powodu silnego wiatru dotrwało tylko 8 załóg (6 z Polski, 1 z Niemiec i 1 z Holandii). Jego trasę wyznaczono na Odrze od Bulwaru Piastowskiego do Nabrzeża Arsenał. Trzeba było pokonać ją dwa razy. Tak samo wyglądał ostatni, niedzielny etap zawodów. Drużyny, które w Szczecinie zajęły 3 pierwsze miejsca, zwyciężyły też w klasyfikacji generalnej zawodów. Wygrali obecni mistrzowie świata, Holendrzy Coen de Koning i Jeroen van Leeuwen (w nagrodę dostali 8 tys. euro). Drugie miejsce na podium zajęli Polacy Jacek Noetzel i Marcin Strzyżewski, trzecie - Adam Skomski i Jakub Kopyłowicz.
- Jesteśmy pod wrażeniem organizacji wyścigów, wszystko było perfekcyjne. Niezwykłym przeżyciem dla załogi jest możliwość ścigania się w tak długim wyścigu - mówi Jeroen van Leeuwen ze zwycięskiego katamaranu. - Jeżeli będzie taka możliwość, chętnie weźmiemy udział w przyszłorocznych regatach.
- Piękna impreza, szkoda, że tak krótko trwała - ocenia pani Marta, którą spotykaliśmy na Wałach Chrobrego. - Szczecin powinien organizować jak najwięcej takich wydarzeń związanych z portem i wodą.
W ramach regat w Szczecinie odbył się też wyścig dla sponsorów imprezy (jednym z nich jest miasto), który wygrała prezydent Elżbieta Masojć.
Gazeta Wyborcza: Nafciarze znikają w Delcie Nigru
Wojciech Jagielski 2008-07-28, ostatnia aktualizacja 2008-07-27 18:46
Pół tuzina cudzoziemców wziętych w ostatnich dniach za zakładników przetrzymują piraci z Delty Nigru. Według niektórych informacji wśród jeńców był Polak, kucharz ze szwedzkiego statku "Herkules". Piraci i bojownicy z miejscowych plemiennych milicji, którzy od kilku lat porywają w Delcie Nigru dla okupu zagranicznych nafciarzy i marynarzy, w ostatnich kilku dniach przeprowadzili nową serię ataków. Dwa tygodnie temu porwali dwóch niemieckich inżynierów, a w czwartek w nocy wdarli się na pokład szwedzkiego statku "Herkules" pracującego dla francuskiego koncernu naftowego Total.
Następnego dnia uprowadzili 11 marynarzy, z których sześciu uwolnili, a pozostałą piątkę wywieźli rzeką w nieznanym kierunku. Według rosyjskiego pisma "Biuletyn morski" wśród uprowadzonych są Rosjanie, Ukraińcy i Polak.
Jeszcze w piątek kilkunastu napastników w motorowych łodziach uprowadziło dwóch inżynierów z Nigerii i Filipin w Port Hartcourt, stolicy Delty i metropolii zagranicznych nafciarzy. W sobotę piraci napadli na kolejny statek, tankowiec do przewozu gazu ziemnego, uprowadzając ośmiu marynarzy, których zaraz uwolnili. W polskim konsulacie w Lagos, powiedziano "Gazecie", że polski kucharz istotnie został porwany, ale "wszystko jest już z nim w porządku". Jeśli informacja o uprowadzeniu kucharza jest prawdziwa, stałby się on kolejnym Polakiem porwanym w Delcie Nigru. Zatrudnia się tam wielu Polaków, których kuszą wysokie zarobki - pracują na platformach, w zakładach petrochemicznych, ale najczęściej na statkach wykonujących usługi dla koncernów naftowych. Z powodu spadku wartości dolara, ale przede wszystkim coraz częstszych ataków partyzantów i piratów od kilku lat Delta Nigru nie jest już eldoradem dla zagranicznych nafciarzy. W ciągu ostatnich dwóch lat uprowadzono tu prawie 250 obcokrajowców. Dwa lata temu piraci porwali pierwszego Polaka, inżyniera Tomasza Andrałojcia razem z dwoma Brytyjczykami, Amerykaninem, Irlandczykiem i Niemcem. Według Reutersa za uwolnienie władze zapłaciły po 150-160 tys. dolarów za każdego. Rok temu w Delcie porwanych zostało kolejnych dwóch Polaków, pracowników włoskiego koncernu ENI. Za ich wolność porywacze też dostali ponoć okup. Porwania cudzoziemskich nafciarzy dla okupu i podkradanie z rurociągów ropy wydobywanej z Delty Nigru od dawna stanowią główne źródła dochodów pirackich szajek powiązanych zazwyczaj z miejscowymi politykami. Piraci nie robią krzywdy jeńcom, ale o tym jak szybko odzyskują wolność, rozstrzyga gotowość pracodawców zakładników do zapłacenia okupu. Jest tajemnicą poliszynela, że żaden albo niewielu zakładników odzyskało wolność za darmo. Poza zwyczajnymi grabieżczymi gangami ataków na cudzoziemców i rurociągi dokonują także miejscowi partyzanci narzekający, że Delta ograbiana jest ze swoich skarbów przez wywodzące z północy elity polityczne kraju. Zamiast bogacić się na petrodolarach Delta należy do najbiedniejszych i najbardziej zacofanych i zdewastowanych regionów Nigerii.
Wojny naftowe
Pod koniec lat 60. pretensje o wyzysk i zyski z ropy wywołały secesję roponośnej prowincji Biafra i wojnę domową, w której zginęło prawie 2 mln ludzi. W dawnej Biafrze, podzielonej na wiele nowych stanów, wciąż dochodziło do nowych buntów. W latach 90. buntował się lud Ogoni, którego przywódca pisarz Ken Saro-wiwa mimo oburzenia całego świata został powieszony przez rządzących wówczas w Nigerii generałów. W ostatnich latach na czele rebelii stoi kilkunastomilionowy lud Ijaw, najliczniejszy ze wszystkich zamieszkujących Deltę. Reprezentuje go najbardziej znana z partyzanckich organizacji - Ruch na Rzecz Wyzwolenia Delty Nigru. Powstańcy domagają się, by więcej - jeśli nie wszystkie zyski z petrodolarowego biznesu rząd federalny przeznaczał na rozwój tamtejszych stanów. Trwająca od 2-3 lat w Delcie Nigru wojna domowa sprawia, że Nigeria wydobywa coraz mniej ropy i zarabia na niej coraz mniej, rosną za to za to ceny ropy na świecie. Od stycznia 2006 r. z powodu ataków na rurociągi i kradzieży ropy Nigeria zmniejszyła wydobycie z 2,5 mln baryłek do 2 mln. Na liście największych na świecie producentów spadła z 8 na 11 miejsce, a w kwietniu straciła na rzecz Angoli tytuł największego producenta w Afryce.
Pokój Delcie
Zaniepokojone nigeryjskie władze, naciskane przez Zachód przerażony galopującymi cenami ropy, uznały, że zaprowadzenie pokoju w Delcie Nigru musi być najważniejszym celem. Udobruchać mieszkańców Delty miał już wybór ich rodaka Goodlucka Jonathana na wiceprezydenta kraju. Prezydent Umaru Yar'Adua postanowił też podjąć rozmowy z przywódcami Delty i komendantami miejscowych partyzantek. Na swoje nieszczęście na pośrednika w rozmowach wybrał Ibrahima Gambariego, który w latach 90., jako ambasador Nigerii w ONZ, przekonywał o słuszności wyroku śmierci na Saro-wiwie. Niedawno prezydent obiecał Zachodowi, że w 2010 r. Nigeria będzie wydobywać dwa razy tyle ropy co dziś. Wdzięczny brytyjski premier zaproponował, że przyśle do Nigerii żołnierzy, by ci przeszkolili nigeryjskie wojsko do walki z partyzantami i piratami. Partyzanci uznali to za obcą inwazję i wypowiedzenie wojny. O wysłaniu wojsk nad Zatokę Gwinejską myślą też Amerykanie, którzy wciąż szukają miejsca na wielką bazę w Afryce, gdzie rozlokowałoby się nowe, afrykańskie dowództwo armii USA i wojska, których zadaniem byłoby m.in. zapewnienie bezpieczeństwa dostaw ropy do Ameryki (w 2025 r. afrykańska ropa ma uwolnić USA od uzależnienia od bliskowschodniej). Ostatnią z gaf, jakie popełnił nigeryjski rząd, zabiegając o pokój w Delcie, była ubiegłotygodniowa deklaracja prezesa państwowego koncernu naftowego w parlamencie. Przyznał on się, że przez ostatnie dwa miesiące zapłacił 6 mln dol. haraczu piratom i partyzantom, by nie atakowali instalacji i zagranicznych nafciarzy. Prezes Abubakar Yar'Adua (nie spokrewniony z prezydentem) chwalił się, że stargował wysokość haraczu, bo piraci domagali się 100 mln. Oburzeni partyzanci z Ruchu Wyzwolenia Delty Nigru odpowiedzieli, że nie wzięli od rządu żadnych pieniędzy. Grożą,. że do końca sierpnia powysadzają i podziurawią wszystkie najważniejsze rurociągi w Delcie.
Dziennik Bałtycki: NaszeMiasto.pl > Kuter uderzył w jacht
Do niewielkiego zderzenia doszło w poniedziałek w usteckim porcie. Podczas cumowania kuter UST-133 otarł się o burtę cumującego w kanale węglowym jachtu. Na szczęście wypadek okazał się niegroźny i właściciele jednostek dogadali się między sobą. (armator kutra kupi farbę na zamalowanie zarysowań jachtu). ?Niestety przy tego rodzaju incydentach pojawia się odwieczne pytanie związane z potrzebą budowy w Ustce przystani jachtowej. Zarówno samorządowcy jak i sami żeglarze są za takim rozwiązaniem. Od lat jednak cała sprawa kończy się na wspólnej dyskusji. Hubert Bierndgarski - POLSKA Dziennik Bałtycki
Kurier Szczeciński: We wtorek spotkanie związkowców z premierem ws. stoczni 2008-07-28 17:39:47
Związki zawodowe polskich stoczni chcą, aby premier Donald Tusk osobiście zaangażował się w prywatyzację zakładów w Gdyni i Szczecinie. We wtorek przewodniczący związków mają się spotkać w tej sprawie z szefem rządu. Rzecznik stoczniowej „Solidarności” Marek Lewandowski poinformował w poniedziałkowym komunikacie, że „związkowcy z branży stoczniowej chcą przekazać premierowi swoje wątpliwości co do skuteczności ministerstwa skarbu w negocjacjach z inwestorami”. - Związkowcy chcą usłyszeć publiczne zobowiązanie premiera, że osobiście będzie pilnował procesu prywatyzacji (stoczni Gdynia i Szczecin - PAP) - dodał Lewandowski. Przypomniał, że „Solidarność” branży stoczniowej zrzeszona w Sekcji Krajowej Przemysłu Okrętowego NSZZ „S” domaga się spotkania z premierem od 12 maja br. Wówczas niepowodzeniem zakończyły się negocjacje z firmą Amber, która miała wyłączność na zakup Stoczni Gdynia i Szczecin. Szef Polskiej Sekcji Przemysłu Okrętowego „Solidarności” Dariusz Adamski powiedział, że związkowcy oczekują od premiera odpowiedzi na pytanie, w jakiej formie zamierza monitorować prywatyzację polskich stoczni. - Mamy też szereg wątpliwości, czy ten proces przebiega prawidłowo - dodał. - Chcemy również, aby premier wyznaczył osobę do kontaktów z nami. Przez pełnomocnika moglibyśmy zgłaszać premierowi wszelkie wątpliwości, do których dotrzemy - powiedział Adamski. Komisja Europejska dała Polsce czas do 12 września na przygotowanie nowych planów restrukturyzacji stoczni Gdynia i Szczecin. Minister skarbu Aleksander Grad ma nadzieję, że do 30 września uda się sprywatyzować dwa zakłady. (PAP)
Dziennik Bałtycki: Ustka. Kuter uderzył w jacht
Do niewielkiego zderzenia doszło w poniedziałek w usteckim porcie. Podczas cumowania kuter UST-133 otarł się o burtę cumującego w kanale węglowym jachtu. Na szczęście wypadek okazał się niegroźny i właściciele jednostek dogadali się między sobą. (armator kutra kupi farbę na zamalowanie zarysowań jachtu). ?Niestety przy tego rodzaju incydentach pojawia się odwieczne pytanie związane z potrzebą budowy w Ustce przystani jachtowej. Zarówno samorządowcy jak i sami żeglarze są za takim rozwiązaniem. Od lat jednak cała sprawa kończy się na wspólnej dyskusji. Hubert Bierndgarski - POLSKA Dziennik Bałtycki
trojmiasto.pl: Gdynia w roli głównej
28 lipca 2008
"Miasto z morza" zrealizowane zostanie na podstawie pierwszego tomu powieści Stanisławy Fleszarowej-Muskat "Tak trzymać". W filmie przedstawiona zostanie historia rodzącego się miasta.Powstanie film o Gdyni. "Miasto z morza" zrealizuje Andrzej Kotkowski (reż. m.in. "Obywatela Piszczyka"). Zdjęcia ruszają 19 sierpnia. Premiera kinowa - we wrześniu przyszłego roku."Miasto z morza" zrealizowane zostanie na podstawie pierwszego tomu powieści Stanisławy Fleszarowej-Muskat "Tak trzymać". W filmie przedstawiona zostanie historia rodzącego się miasta - od wiosny 1923 roku do uzyskania przez Gdynię praw miejskich, czyli 10 lutego 1926 roku. Będzie to także opowieść o ludziach, ich życiu, przyjaźni i miłości. - Zdecydowaliśmy się na realizację "Miasta z morza", ponieważ pragniemy przedstawić widzom ważną część naszej historii - budowę portu morskiego w Gdyni - mówi Magdalena Kosmus, producent wykonawczy. - Na tle tych wydarzeń zaprezentujemy losy czwórki głównych bohaterów, które przeplatać się będą zarówno z losami mieszkańców, jak i z historią autentycznych osób związanych z Kaszubami. Chcemy, aby premiera filmu miała miejsce na przyszłorocznym Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni. "Miasto z morza" powstawać będzie głównie na... Helu. Półwysep symulować będzie "dziewicze" tereny gdyńskiego portu. Obraz kręcony będzie również w Gdyni, Gdańsku, Sopocie, Wejherowie, Łebie oraz w skansenie w Klukach. W rolach głównych zobaczymy m.in. Jakuba Strzeleckiego, Julię Pietrusze, Małgorzatę Foremniak, Olgierda Łukaszewicza i Pawła Domagałę. Film wyprodukuje Profilm. - "Miasto z morza" będzie bardzo ważnym filmem w polskiej kinematografii - zapewnia Maciej Grzywaczewski, wiceprezes zarządu ATM Grupa, właściciel Profilmu. - Reżyser planował nakręcenie tej produkcji już od dwudziestu lat, jednakże na przeszkodzie w jego realizacji stanęły władze Polski Ludowej, a potem brak wystarczających funduszy. Współproducentem jest Telewizja Polska SA, a wsparcia finansowego udziela Polski Instytut Sztuki Filmowej. Oprócz filmu kinowego powstanie również jego serialowa wersja, która składać się będzie z trzech 45-minutowych odcinków.- Były dziesiątki filmów, w których grało nasze miasto - przyznaje Joanna Grajter, rzecznik prasowy prezydenta Gdyni. - Nie było jednak takiej produkcji, w której byłaby główną bohaterką. Fajnie, że powstanie film, który pokaże historię Gdyni.
O czym będzie film?
Główny bohater Krzysztof Grabień przyjeżdża ze wsi pod Przeworskiem, aby – razem ze swoim przyjacielem Wołodią Jazowieckim – uczestniczyć w budowie gdyńskiego portu. Na miejscu poznaje Kaszubkę, Łuckę Konkę. Młodzi zakochują się w sobie. Zakochani spotykają na swojej drodze Panią Helenę, wdowę po oficerze Legionów, która po przyjeździe z Warszawy próbuje prowadzić nad morzem restaurację i rozpocząć swoje życie na nowo.
MW: ORP „Orzeł” pożegnał ekspedycję „Orzeł” Gdynia 2008-07-28 10:11
Okręt podwodny ORP „Orzeł” pożegnał w niedzielę (27 lipca) w Gdyni ekspedycję, która na Morzu Północnym będzie poszukiwać wraku jego słynnego imiennika. Była to pierwsza w historii wizyta największego polskiego okrętu podwodnego na skwerze Kościuszki. Na pokładzie udostępnionej o zwiedzania jednostki gościło blisko tysiąc mieszkańców Trójmiasta i turystów. ORP „Orzeł” zawinął do basenu Prezydenckiego gdyńskiego portu by podkreślić jak wielkie znaczenie ma dla Marynarki Wojennej znalezienie wraku pierwszego okrętu, który nosił to imię. Od samego rana jednostka była otwarta dla zwiedzających. Okręt opuścił skwer Kościuszki tuż po wyjściu statku badawczego IMOR, z którego będą prowadzone poszukiwania.ORP Orzeł to największy polski okręt podwodny. Jest to trzecia jednostka polskiej Marynarki Wojennej nosząca to imię. Stacjonuje w Gdyni i jest częścią dywizjonu Okrętów Podwodnych wchodzącego w skład 3 Flotylli Okrętów. Służbę w Marynarce Wojennej rozpoczął 29 kwietnia 1986 roku. W ostatnich latach okręt brał m.in. udział w międzynarodowych manewrach Strong Resolve, Joint Maritime Course, Baltic Porpoise i Baltops. ORP „Orzeł” ma blisko 73 metry długości. Jego nawodna wyporność to 2460 ton, a pod wodą wypiera 3180 ton. „Orzeł” ma zasięg 6 tysięcy mil morskich, a jego załogą stanowi 60 osób. Jednostka ma 6 dziobowych wyrzutni torpedowych i możliwość stawiania min przez wyrzutnie torpedowe.
Istnieje wiele wersji co do daty i okoliczności zaginięcia okrętu. Za ostateczną uznano 8 czerwca 1940 roku, kiedy to jednostka miała powrócić do bazy w Rosyth. ORP „Orzeł" działania bojowe rozpoczął 29 grudnia 1939 roku. Wówczas operacje morskie toczyły się głównie na Morzu Północnym, na wodach wokół wysp brytyjskich oraz na wschodniej części Atlantyku. Zadaniem okrętów podwodnych było zwalczanie korsarskich okrętów niemieckich, kontrabandy oraz osłona konwojów. ORP „Orzeł" otrzymał zadanie obrony konwoju, składającego się z 4 statków zmierzających do Bergen. Konwój osłaniany był dodatkowo przez niszczyciele brytyjskie i bez przeszkód dotarł do miejsca przeznaczenia. Po przystosowaniu wyrzutni torpedowych do kalibru 533 mm, skierowano okręt na samodzielne patrole, wyznaczając mu odległe sektory u południowych wybrzeży Norwegii, w Skagerraku i Kategacie oraz w rejonie Helgolandu. Patrole trwały przeciętnie 16 dni, a postój w porcie wynosił około tygodnia. Ogółem ORP „Orzeł" odbył 7 patroli, przebywając łącznie około 120 dni w morzu. Jednym z najbardziej spektakularnych wydarzeń podczas patroli „Orła" było zatopienie niemieckiego statku „Rio de Janeiro" 8 kwietnia 1940 roku na wysokości Lillesand u południowych wybrzeży Norwegii. Zatopienie „Rio de Janeiro" było dużym sukcesem i tym cenniejszym, że ujawnione zostały plany hitlerowskiej inwazji na Norwegię. Jednak Admiralicja Brytyjska nie wyciągnęła z przekazanych informacji odpowiednich wniosków, co ułatwiło Niemcom operację desantową na Norwegię, która rozpoczęła się już nazajutrz. Niedługo po tym wydarzeniu ORP „Orzeł" wykonał atak torpedowy na inną jednostkę niemiecką. Po powrocie z patrolu dowódca okrętu zameldował, że 10 kwietnia nad ranem atakował jednostkę rozpoznaną jako pomocniczy patrolowiec. Istnieją rozbieżności, co do właściwej oceny celu ataku - jedne głoszą, że był to niemiecki trałowiec, inne że zbiornikowiec. Jednak żadna z tych jednostek nie figuruje na liście sukcesów alianckich okrętów podwodnych w kampanii norweskiej. Brak zatem potwierdzenia, że „Orzeł" poza „Rio de Janeiro" zatopił jeszcze inną jednostkę. Operując w wyznaczonym sektorze 11 kwietnia „Orzeł" znalazł się na kursie wrogiego konwoju. Jednak zanim zdążył wejść na pozycję ataku torpedowego został wykryty przez samolot i zaatakowany bombami. Wkrótce pojawiły się okręty niemieckie, które ustaliły pozycję „Orła" i rozpoczęły polowanie atakując bombami g łębinowymi. ORP „Orzeł" był atakowany przez 4 dni. W tym czasie okręty i samoloty niemieckie zrzuciły ponad 100 bomb głębinowych oraz lotniczych. „Orzeł" jednak nie odniósł większych szkód i do zakończenia patrolu nie opuścił wyznaczonego sektora. 18 kwietnia powrócił do bazy w Rosyth. Siódmy, jak się okazało ostatni, patrol „Orła" rozpoczął się 23 maja. Rejonem działania miał być obszar na zachód od Skagerraku. Z bazy dwukrotnie, 1 i 2 czerwca, przekazywano droga radiową sygnał nakazujący zajęcie innego sektora. Brak odpowiedzi uznano za przestrzeganie przez okręt ciszy radiowej w czasie patrolu. Jednak dalszy brak odpowiedzi na rozkaz powrotu do bazy i nie podanie aktualnej pozycji, uznano go za zaginiony. Brak świadków i niezbitych dowodów, umożliwił ustalenie przyczyny, czas oraz miejsce zatonięcia okrętu. Istnieją na ten temat liczne wersje. Jedna z nich, z 1962 roku zakłada, że „Orzeł" mógł zatonąć 25 maja na minach stawianych przez okręty brytyjskie. O obecności jednego z pól minowych nie zdążono powiadomić „Orła", którego kurs bojowy przebiegał właśnie przez strefę zaminowaną.
2008- 07-29 Wtorek
Gazeta Wyborcza: Portowcy chcą więcej zarabiać
Mariusz Rabenda 2008-07-28, ostatnia aktualizacja 2008-07-28 20:40
Akcję strajkową ogłosili pracownicy Portu Handlowego w Świnoujściu. Domagają się podwyżek w wysokości 600 zł. Pracy jednak na razie nie przerywają. Spór zbiorowy w PHŚ trwa od 7 maja. Zarząd firmy twierdzi, że nie stać go na podniesienie wynagrodzeń. 30 maja strony spisały protokół rozbieżności. Przez dwa miesiące nic się nie działo, aż tu nagle związki postanowiły rozpocząć akcję protestacyjną. - Mieliśmy nadzieję, że zarząd podejmie z nami rozmowy, ale woli z tamtej strony nie ma - mówi Alfred Leszek, wiceprzewodniczący komitetu protestacyjnego i szef portowej Solidarności. - Dlatego rozpoczęliśmy protest. Mimo to port pracuje bez przerwy. - I nic się nie zmieni do czasu przybycia negocjatora - zapewnia Leszek. Ma nim być Longin Komołowski. Prezes PHŚ Marek Kowalewski obiecuje, że podwyżki będą. - Jakie? Nie wiadomo. Nie wiemy, na ile będzie nas stać - wyjaśnia. - Pierwszą połowę roku zamknęliśmy stratą. Teraz sytuacja się poprawiła. Przeładowujemy więcej importowanego węgla i rudy żelaza. W oparciu o nowe zlecenia musimy sporządzić aktualny plan finansowy i wtedy będziemy wiedzieć, na ile nas stać. Mimo słabych wyników, w kwietniu załoga dostała po 140 zł podwyżki. Związkowcy określają ją rewaloryzacją za inflację. - Ceny szaleją od lat, a nasze pensje stoją. Wypłata portowca wystarcza tylko na podstawowe potrzeby - narzeka Leszek. Prezes Kowalewski mówi, że już wypłacenie kwietniowych podwyżek było nie lada wyczynem: - Musieliśmy negocjować kredyt z bankiem, rozłożenie dzierżawy z Zarządem Morskich Portów Szczecin - Świnoujście - wylicza. Jak więcej wypracujemy, to dam kolejne podwyżki. W PHŚ pracuje 380 osób. Z danych za pięć miesięcy wynika, że średnia płaca (brutto) wynosi 2,5 tys. zł. Portowcy dorabiają po kilkaset złotych miesięcznie biorąc nadgodziny. PHŚ jest spółką pracowniczą (55 proc. udziałów), pozostałe 45 proc. pod koniec ub. roku ZMPSŚ sprzedał. Kupiły je solidarnie po 22 proc: Odratrans Wrocław i PTK Holding Zabrze, jeden proc. kupiła spółka Port-Serwis Świnoujście.
Dziennik : Rząd wspiera Orlen na Litwie . Terminal w Kłajpedzie trafi w polskie ręce?
wtorek 29 lipca 2008 03:59
PKN Orlen może liczyć na poparcie polskich władz w staraniach o zgodę na zakup morskiego terminalu naftowego w litewskiej Kłajpedzie - zapewnił podczas wczorajszej konferencji prasowej wicepremier i minister gospodarki Waldemar Pawlak. Odniósł się tym samym do sobotniej publikacji "WSJ Polska", w której informowaliśmy, że w przypadku odrzucenia przez litewski rząd starań Orlenu polski koncern może częściowo zrezygnować z rozbudowy rafinerii w Możejkach. Według wcześniejszych zapowiedzi wartość inwestycji szacowana jest na 1,3 mld dol. Jednak ich rozpoczęcie koncern uzależnia od powodzenia negocjacji ze stroną litewską. Dlaczego Orlenowi tak bardzo zależy na Kłajpedzie? Obecnie, po zamknięciu rurociągu Przyjaźń, Możejki zaopatrywane są statkami do terminalu Butynga, co znacząco podnosi koszty produkcji. Ponadto według polskiego koncernu przejęcie terminalu w Kłajpedzie, który w 70 proc. kontrolowany jest przez litewski skarb państwa, spotęgowałoby korzyści z planowanej przez Orlen budowy rurociągu naftowego do portu oraz zwiększyłoby bezpieczeństwo dostaw. Ale już na początku roku Marek Mroczkowski, szef Możejek, uzależniał budowę rurociągu od zakupu udziałów w kontrolującej terminal firmie Klajpedos Nafta. Poparcie dla starań Orlenu wyrażał już poseł PO Andrzej Czerwiński, wiceprzewodniczący sejmowej komisji gospodarki. Ale Orlen liczy też na wsparcie innych polskich polityków w negocjacjach dotyczących Kłajpedy, ponieważ zgodę na zakup terminalu musi wyrazić nie tylko litewski rząd, ale także kończący kadencję parlament tego kraju. "Staramy się o taką zgodę pozyskać i nad tym obecnie pracujemy" - mówił w wywiadzie dla "WSJ Polska" Wojciech Heydel, prezes PKN Orlen. "To trudny proces, a okoliczności nie są sprzyjające, ponieważ na Litwie zbliża się czas wyborów parlamentarnych" - mówił Heydel.
Gazeta Wyborcza: Platforma przed wiatrakiem w Świnoujściu
mpr 2008-07-29, ostatnia aktualizacja 2008-07-29 19:14
Pojawienie się tej konstrukcji nie oznacza, że przed wejściem do świnoujskiego portu wykryto złoża ropy naftowej. Platforma to zapowiedź budowy gazoportu. Turystom bardzo się spodobała, wiele osób uwiecznia ją na fotografiach, równie często jak słynny wiatrak. Z plaży w centrum wydaje się, że platforma stoi tuż za falochronem. Gdy pójdziemy na koniec falochronu, platforma jest ciągle daleko. Po co tam ją ustawiono?
- Wykonywane są próbne odwierty w związku z planowaną budową nowego falochronu dla terminalu gazu płynnego - wyjaśnia Ewa Wieczorek, rzecznik Urzędu Morskiego. - Odwierty mają nawet 30 m w głąb od lustra wody. Pobierane są próbki geologiczne.
Platforma na pewno będzie stałym elementem krajobrazu świnoujskiej redy do końca wakacji.
Rzeczpospolita: Badacze z Gdyni szukają wraku polskiego „Orła”
Krzysztof Kowalski 29-07-2008, ostatnia aktualizacja 29-07-2008 00:36
Na pokładzie statku „Imor” wyruszyła na Morze Północne wyprawa badawcza. Jej celem jest odnalezienie polskiego okrętu ORP „Orzeł, który po brawurowej ucieczce z Tallina podjął walkę z Niemcami. Zatonął w czerwcu 1940 roku. Ekspedycja będzie trwała 17 dni. Zorganizowała ją Morska Agencja Poszukiwawcza (powstała w Gdyni w 2005 roku). Wsparcia udzieliły jej Muzeum Marynarki Wojennej oraz gdański Instytut Morski. Wyprawa finansowana jest w całości przez firmę Balexmetal. Do Morza Północnego wrzucony zostanie symboliczny wieniec w hołdzie bohaterskiej załodze – wraz z okrętem na dnie spoczęło 63 marynarzy. "Okręt pozostanie na dnie, a badacze nie będą ani otwierać, ani penetrować wraku". Poszukiwania na morzu trwać będą dziesięć dni. Historycy z Morskiej Agencji Poszukiwawczej przez dwa lata badali archiwa polskie, brytyjskie, alianckie i niemieckie, znane już wcześniej i udostępnione dopiero niedawno. Na tej podstawie ustalili najbardziej prawdopodobne miejsce, w którym spoczywa wrak ORP „Orzeł”. Doszli do wniosku, że leży on około 1400 kilometrów od wybrzeży Norwegii. Obszar poszukiwań to prostokąt o bokach 25 na 20 kilometrów. Obejmuje on obszar całej niemieckiej zagrody minowej (teraz morze jest już całkowicie oczyszczone), w którą – jak ustalili eksperci MAP – wszedł polski okręt. Ekspedycja dysponuje statkiem badawczym „Imor” należącym do gdańskiego Instytutu Morskiego i bardzo nowoczesnym sprzętem. Obszar wytypowany do przeszukiwania został podzielony na pasy trałowe, każdy o szerokości 500 m. Najpierw dno będzie badane sonarem EdgeTech 4200, a potem sondą wielowiązkową SeaBat 8101. Obydwa te urządzenia przeczeszą cały wyznaczony obszar. Kierujący ekspedycją Krzysztof Piwnicki nie wyklucza, że polska ekspedycja odkryje kilka wraków różnych bander. Za każdym razem, gdy urządzenia poszukiwawcze natrafią na obiekt, który może się okazać wrakiem, na dno opuszczany będzie robot SeaEye DT 500, wyposażony w kamerę i przekazujący obraz na powierzchnię. Poszukiwania są tak zaplanowane, że nie ma możliwości przeoczenia wraku – jeśli tylko znajduje się on rzeczywiście w wybranym do badań rejonie. Jeżeli będzie duże prawdopodobieństwo, że sonar i sonda zlokalizowały polski okręt, na dno zejdą płetwonurkowie, aby sporządzić dokumentację i wydobyć umieszczoną na kiosku okrętu tablicę pamiątkową (nie wiadomo, czy jest przyspawana czy przykręcona). Informuje ona o tym, że budowę tej jednostki w całości sfinansowały składki społeczeństwa – Fundusz Obrony Morskiej. Tablica przekazana zostanie Muzeum Akademii Marynarki Wojennej w Gdyni. Ponieważ ORP „Orzeł” stał się grobem całej załogi, okręt pozostanie na dnie. Członkowie ekspedycji nie będą otwierać i penetrować wraku. – Wierzymy, że odnalezienie ORP „Orzeł” będzie symbolicznym powrotem do domu dla 63 polskich marynarzy Pragniemy przywrócić pamięć o nich – powiedział Wojciech Godlewski, rzecznik ekspedycji.
Na tropie tajemnicy
ORP „Orzeł” to polski okręt legenda. Przed II wojną był najnowocześniejszą jednostką (wraz z bliźniaczym „Sępem”) w polskiej Marynarce Wojennej. We wrześniu 1939 roku został podstępnie internowany w estońskim Tallinie i rozbrojony. Pod ostrzałem wymknął się z portu. Bez map, płynąc nocą, a za dnia leżąc na dnie, prowadzony na pamięć, z uszkodzoną radiostacją, zdołał przedostać się praktycznie przez cały Bałtyk, cieśniny Sund i Skagerrak, dotrzeć do Anglii. Za tę brawurową ucieczkę (w trakcie całej akcji nie zginął ani jeden człowiek) kapitan Jan Grudziński został odznaczony polskim Krzyżem Virtuti Militari oraz brytyjskim Distinguished Service Order. ORP „Orzeł” został włączony do floty alianckiej i odbywał regularnie rejsy bojowe. 11 czerwca 1940 roku oficjalnie uznano okręt za zaginiony. Okoliczności i miejsce zatonięcia do dziś pozostają tajemnicą. Strona Ekspedycji Orzeł Balexmetal: www.orzel.balex.eu
MW: Rejs ORP „Heweliusz” na „COWES WEEK”
W poniedziałek, 28. sierpnia, ORP „Heweliusz” wyruszył w swój kolejny, zagraniczny rejs. Na zaproszenie władz miasta Cowes oraz Stowarzyszenia Przyjaciół ORP „Błyskawica” w Wielkiej Brytanii, okręt weźmie udział w obchodach dorocznego święta żeglarzy – w najstarszej i największej na świecie imprezie żeglarskiej „Skania Cowes Week 2008”. Do Gdyni okręt powróci w połowie sierpnia. Rokrocznie obchody „Cowes Week” odbywają się w porcie Cowes na wyspie Wight i stanowią ukoronowanie organizowanych tam międzynarodowych regat żeglarskich, które rozgrywane będą już po raz 182. Zapraszane do uczestnictwa statki i okręty wojenne różnych bander dodają imprezie splendoru oraz podkreślają bogate tradycje wojenne i morskie miasta Cowes. Historia miasta Cowes wiąże się z historią polskiej Marynarki Wojennej podczas II wojny światowej. Dla mieszkańców tego miasta najbardziej pamiętną datą w wojennej historii jest noc z 4 na 5 maja 1942 r., kiedy to ponad sto bombowców zaatakowało miasto. Przebywający w tamtejszej stoczni John Samuel White ORP „Błyskawica”, w której sześć lat wcześniej został zbudowany, stanął w obronie miasta. Załoga zastosowała skuteczną zaporę ognia z armat przeciwlotniczych oraz postawiła zasłony dymne na nabrzeżu. Część członków załogi wsparła mieszkańców w gaszeniu pożarów, a lekarz okrętowy z grupą sanitariuszy udzielał pomocy medycznej poszkodowanej ludności cywilnej.
2008- 07-30 Środa
Gazeta Wyborcza: Ostateczna oferta dla gdyńskiej stoczni
Konrad Niklewicz 2008-07-31, ostatnia aktualizacja 2008-07-30 17:51
Dziś ukraiński ISD kończy negocjacje z Ministerstwem Skarbu w sprawie prywatyzacji Stoczni Gdynia. - Warunki, jakie kładziemy na stole, są ostateczne - twierdzą przedstawiciele spółki. Efekt rozmów z Ukraińcami może okazać się "być albo nie być" dla stoczni w Gdyni. Podobnie jak w przypadku Szczecina rząd ma czas do 12 września, żeby znaleźć dla niej inwestora i jednocześnie wynegocjować z nim taki plan restrukturyzacji, który byłby do zaakceptowania przez Komisję Europejską. Jeśli inwestora i planu nie będzie, Komisja wyda nakaz zwroty pomocy publicznej, jaką stocznie dostały po 1 maja 2004 r. To pewne bankructwo, bo jak niedawno pisaliśmy, Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów wyliczył nominalną wartość pomocy publicznej dla stoczni aż na 8,7 mld zł. Choć zainteresowanie Gdynią deklarują inni inwestorzy, ukraiński ISD (właściciel stoczni w Gdańsku oraz huty w Częstochowie) jest uważany za najpoważniejszego kandydata. - W czwartek kończymy negocjacje, a w piątek przedstawiamy ostateczną wersję planu restrukturyzacji dla stoczni w Gdyni i Gdańsku. Dalej już nie pójdziemy. Po 31 lipca nie będzie negocjacji z Ministerstwem Skarbu w sprawie Gdyni - mówi "Gazecie" Konstanty Litwinow, prezes polskiej filii ISD.
Obecna oferta ISD jest lepsza od tego, co firma proponowała przed kilkoma tygodniami. Poprzednią wersję planu restrukturyzacji Bruksela odrzuciła, nie chcąc się zgodzić m.in. na zbyt mały wkład własny Ukraińców, oraz na zbyt dużą, dodatkową pomoc publiczną dla stoczni. Więc ukraiński koncern polepszył warunki. - Nasz wkład wyniesie co najmniej 320 mln euro, ale może sięgnąć nawet 640 mln euro. Wszystko zależy od tego, który scenariusz wydarzeń się spełni. Czy przykładowo wygramy proces o odszkodowanie z jednym z armatorów - tłumaczy Litwinow. ISD nie będzie się też domagał, żeby skarb państwa spłacił wszystkie stare zobowiązania, zwłaszcza publiczno-prawne ciągnące się za Gdynią.
Większy wkład własny oznacza, że inwestycja w Gdyni i Gdańsku długo by się Ukraińcom zwracała. - Za mniej więcej dziewięć-dziesięć lat. To byłby najdłuższy okres zwrotu w historii naszej firmy - przyznaje Litwinow.
Ukraińcy nie ukrywają, że ich oferta ma też kolce. Jeśli przejmą Gdynię i zaczną realizować inwestycje powiązane ze stocznią w Gdańsku, nie wykluczają zwolnień. - W umowie socjalnej, jaką zaproponujemy pracownikom, nie będzie gwarancji zatrudnienia - lakonicznie mówi Litwinow.
Związkowcy zdają się jednak stać po jego stronie. W przesłanym w środę liście otwartym do premiera Donalda Tuska główne organizacje związkowe z Gdyni zarzuciły Ministerstwu Skarbu, że źle prowadzi rozmowy z ukraińską firmą.
MW: Oświadczenie Gdynia 2008-07-30 09:24
W artykule „Polska ma trzy sprawne okręty wojenne”, który ukazał się na stronie internetowej tygodnika „Wprost”, zostały podane nieprawdziwe informacje. Nieprawdą jest, jak sugeruje autor artykułu, że „Tylko 3 spośród 40 okrętów wojennych polskiej marynarki wojennej są w pełni sprawne …”. Marynarka Wojenna dysponuje ponad 40 okrętami bojowymi. Okręty są sprawne technicznie i wykonują swoje zadania. Tylko kilka z nich jest wyłączonych z eksploatacji ze względu na planowane remonty, przeglądy lub modernizację, po których powrócą do dalszej służby.
Okręty Marynarki Wojennej aktywnie biorą udział w ćwiczeniach krajowych i międzynarodowych, a także wchodzą w skład Sił Odpowiedzi NATO. Tylko 2008 roku jednostki pływające oraz lotnictwo MW brały udział w kluczowych ćwiczeniach, w tym między innymi:
* 2 okręty w ćwiczeniu ratowniczym „Bold Monarch” na wodach Morza Północnego;
* 4 okręty bojowe w ćwiczeniu między narodowym „Baltops 2008”
* 10 okrętów bojowych i zabezpieczenia w ćwiczeniu taktycznym 8. Flotylli Obrony Wybrzeża w Świnoujściu;
* 8 okrętów bojowych i zabezpieczenia w ćwiczeniu ratowniczym „Smer/Medex 08”
* 10 okrętów bojowych i zabezpieczenia w ćwiczeniu taktycznym 3. Flotylli Okrętów w Gdyni
* 5 okrętów bojowych w ćwiczeniu sił trałowych 8. Flotylli Obrony Wybrzeża w Świnoujściu;
* 1 okręt bojowy w międzynarodowej operacji rozminowania „MCOPLIT 08” ;
Obecnie fregata rakietowa ORP „Gen. K. Pułaski” tworzy Polski Kontyngent Wojskowy. W lipcu weszła w skład Sił Odpowiedzi NATO i prowadzi, wraz z pozostałymi okrętami, operację antyterrorystyczną „Active Endeavour” na Morzu Śródziemnym. W tym samym czasie w rejsach zagranicznych jest okręt hydrograficzny ORP „Heweliusz’ oraz okręt szkolny ORP „Wodnik”.
Faktem jest, że poziom eksploatacji polskich okrętów jest bardzo intensywny, co wiąże się z sukcesywnym zużywaniem techniki. Od wejścia Polski do NATO Marynarka Wojenna uczestniczyła bowiem w kilkuset ćwiczeniach Sojuszu i Partnerstwa dla Pokoju oraz w operacjach morskich zarówno na Bałtyku, jak i w Cieśninach Bałtyckich, Morzu Północnym, Atlantyku i Morzu Śródziemnym. Nie oznacza to jednak, że Marynarka Wojenna nie utrzymuje sprawności technicznej swojego potencjału co pośrednio wynikało z treści materiału opublikowanego przez portal internetowy Wprost.pl.
Portal Morski: USS Freedom rozpoczął próby stoczniowe Opublikowano: 31 lipca, 2008
USS Freedom - pierwszy okręt budowany dla US Navy w ramach programu Littoral Combat Ship (LCS) rozpoczął próby stoczniowe. Budowany przez konsorcjum któremu przewodniczy Lockheed Martin okręt powinien zostać przekazany US Navy do końca tego roku.
Gazeta Wyborcza: Eksperci o polskim przemyśle stoczniowym
maz, PAP 2008-07-30, ostatnia aktualizacja 2008-07-30 18:51
Opóźnianie prywatyzacji stoczni oraz złe zarządzanie zakładami to główne powody kryzysu sektora stoczniowego w Polsce - oceniają eksperci, z którymi rozmawiała PAP.
Według b. prezesa Agencji Rozwoju Przemysłu (ARP) Arkadiusza Krężela, zwlekanie z prywatyzacją pogarsza sytuację polskich stoczni. Podobnego zdania jest prezes zarządu Instytutu Globalizacji dr Tomasz Teluk. "Wprowadzenie prywatnego inwestora do przemysłu stoczniowego jest niezbędne" - podkreśla Teluk.
Prof. Akademii Ekonomicznej w Krakowie Dariusz Wędzki krytykuje zarządzanie polskimi stoczniami. "Zbyt wiele agend rządowych próbuje rozwiązać problem zakładów. Agendy nieustannie walczą o swoje wpływy, jednocześnie mają różne wizje" - podkreśla Wędzki.
"Nieszczęściem stoczni w Gdańsku, Gdyni i Szczecinie jest to, że były i są nadal zarządzane w sposób urzędowy. W zakładach brakuje nowoczesnego marketingu" - uważa prof. Uniwersytetu Gdańskiego Henryk Ćwikliński.
Kolejnym problemem - zdaniem Wędzkiego - jest zatrudnianie przez stocznie zbyt wielu pracowników, szczególnie nieprodukcyjnych. Chodzi m.in. o inżynierów oraz pracowników biur projektowych.
Z drugiej strony - według specjalisty branży stoczniowej Grzegorza Landowskiego - wydajność pracy w polskich stoczniach jest jedną z najniższych w Europie. W 2003 roku było to 21,5 CGT na osobę (CGT to miernik produktywności stoczni). W tym czasie we Francji wydajność wyniosła 117,5 CGT na osobę, w Hiszpanii - 86,25 CGT na osobę, a w Korei Płd ś 132,5 CGT na osobę.
W Polsce buduje się głównie statki do przewożenia kontenerów (kontenerowce), samochodów (samochodowce, liniowce), chemikaliów (chemikaliowce) oraz ropaksy (przystosowane do przewożenia pojazdów).
Jakość samochodowców produkowanych w stoczni Gdynia zachwala b. prezes ARP. "Najlepsze na świecie statki do przewożenia nowych samochodów produkuje stocznia w Gdyni" - uważa Krężel.
Rodzime zakłady nie produkują statków skomplikowanych technicznie. Tymczasem unijna strategia przemysłu stoczniowego "LeaderShip 2015" zakłada zapewnienie wiodącej roli Europy w produkcji wysoko specjalistycznych statków do 2015 r.
Polskie stocznie obsługują głównie rynek europejski. Według Landowskiego, w 2006 r. wartość zamówień obejmujących 82 statki wyniosła 2,9 mld USD.
"Jeżeli proces restrukturyzacji stoczni zostanie w miarę szybko i sprawnie przeprowadzony, to nasz kraj ma szansę stać się liderem przemysłu stoczniowego, szczególnie jeśli chodzi o stocznię Gdynia - najnowocześniejszy zakład w Polsce i jeden z najnowocześniejszych w świecie" - uważa Teluk. Przypomniał, że zakład ten jako jeden z niewielu na świecie nie był dotowany przez podatników w latach 1995-1996.
Zdaniem prof. Ćwiklińskiego, europejski sektor stoczniowy przeżywa kryzys, ponieważ jest w gorszej sytuacji niż stocznie dalekowschodnie, które są dotowane z państwowych budżetów. "W UE obowiązuje zasada, że do działalności zakładów nie można dopłacać" - dodaje Ćwikliński.
Przyczyną złej kondycji polskich stoczni - zdaniem Landowskiego - są również nierentowne kontrakty zawarte głównie w latach 2002- 2003.
"Do tej pory zakłady budują statki po cenach z 2002 roku. W 2006 r. straty finansowe Stoczni Gdynia wyniosły ok. 275 mln USD, a rok później ponad 200 mln USD. W przypadku stoczni Szczecin było to odpowiednio 112 mln zł i ponad 200 mln zł" - wyjaśnia Landowski.
"Sytuację pogarsza też umacnianie się złotówki wobec dolara i euro. Podejmowane są próby renegocjacji kontraktów, ale nie wszyscy armatorzy na to się zgadzają" - dodaje Landowski.
Zdaniem ekspertów, w produkcji statków przodują Korea, Chiny oraz Wietnam. "Są to obszary niskokosztowe, jeśli chodzi o pracę, podatki i energię. Kraje te w bardzo agresywny sposób zmierzają do monopolu produkcyjnego" - uważa Krężel. Dodał, że Chiny i Korea produkują rocznie ok. 100 masowców, służących m.in. do przewożenia węgla, rudy oraz surowców chemicznych.
Teluk poinformował, że udział polskich stoczni w światowym rynku wynosi 3-4 proc. Stocznia Gdynia jest największą i najnowocześniejszą stocznią w Polsce. Zatrudnia ponad 7 tys. pracowników, współpracuje z kilkoma tysiącami dostawców i podwykonawców w całej Polsce. Stocznia Szczecińska Nowa powstała w 2002 r. na bazie jednej z ponad 30 spółek tworzących holding Stocznia Szczecińska Porta Holding SA., który upadł latem tego samego roku. Za symboliczną złotówkę udziały w SSN kupiła państwowa Agencja Rozwoju Przemysłu, stając się właścicielem nowego podmiotu.
Komisja Europejska dała Polsce czas do 12 września na przygotowanie nowych planów restrukturyzacji stoczni Gdynia i Szczecin. Minister skarbu Aleksander Grad ma nadzieję, że do 30 września uda się sprywatyzować dwa zakłady.
Właścicielem już sprywatyzowanej stoczni Gdańsk jest ISD Polska, należąca w większości do ukraińskiego Donbasu.
2008- 07-31 Czwartek
Gazeta Wyborcza: Ostateczna oferta dla gdyńskiej stoczni
Konrad Niklewicz
2008-07-31, ostatnia aktualizacja 2008-07-30 17:51
Dziś ukraiński ISD kończy negocjacje z Ministerstwem Skarbu w sprawie prywatyzacji Stoczni Gdynia. - Warunki, jakie kładziemy na stole, są ostateczne - twierdzą przedstawiciele spółki. Efekt rozmów z Ukraińcami może okazać się "być albo nie być" dla stoczni w Gdyni. Podobnie jak w przypadku Szczecina rząd ma czas do 12 września, żeby znaleźć dla niej inwestora i jednocześnie wynegocjować z nim taki plan restrukturyzacji, który byłby do zaakceptowania przez Komisję Europejską. Jeśli inwestora i planu nie będzie, Komisja wyda nakaz zwroty pomocy publicznej, jaką stocznie dostały po 1 maja 2004 r. To pewne bankructwo, bo jak niedawno pisaliśmy, Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów wyliczył nominalną wartość pomocy publicznej dla stoczni aż na 8,7 mld zł.
Choć zainteresowanie Gdynią deklarują inni inwestorzy, ukraiński ISD (właściciel stoczni w Gdańsku oraz huty w Częstochowie) jest uważany za najpoważniejszego kandydata. - W czwartek kończymy negocjacje, a w piątek przedstawiamy ostateczną wersję planu restrukturyzacji dla stoczni w Gdyni i Gdańsku. Dalej już nie pójdziemy. Po 31 lipca nie będzie negocjacji z Ministerstwem Skarbu w sprawie Gdyni - mówi "Gazecie" Konstanty Litwinow, prezes polskiej filii ISD. Obecna oferta ISD jest lepsza od tego, co firma proponowała przed kilkoma tygodniami. Poprzednią wersję planu restrukturyzacji Bruksela odrzuciła, nie chcąc się zgodzić m.in. na zbyt mały wkład własny Ukraińców, oraz na zbyt dużą, dodatkową pomoc publiczną dla stoczni. Więc ukraiński koncern polepszył warunki. - Nasz wkład wyniesie co najmniej 320 mln euro, ale może sięgnąć nawet 640 mln euro. Wszystko zależy od tego, który scenariusz wydarzeń się spełni. Czy przykładowo wygramy proces o odszkodowanie z jednym z armatorów - tłumaczy Litwinow. ISD nie będzie się też domagał, żeby skarb państwa spłacił wszystkie stare zobowiązania, zwłaszcza publiczno-prawne ciągnące się za Gdynią.
Większy wkład własny oznacza, że inwestycja w Gdyni i Gdańsku długo by się Ukraińcom zwracała. - Za mniej więcej dziewięć-dziesięć lat. To byłby najdłuższy okres zwrotu w historii naszej firmy - przyznaje Litwinow. Ukraińcy nie ukrywają, że ich oferta ma też kolce. Jeśli przejmą Gdynię i zaczną realizować inwestycje powiązane ze stocznią w Gdańsku, nie wykluczają zwolnień. - W umowie socjalnej, jaką zaproponujemy pracownikom, nie będzie gwarancji zatrudnienia - lakonicznie mówi Litwinow. Związkowcy zdają się jednak stać po jego stronie. W przesłanym w środę liście otwartym do premiera Donalda Tuska główne organizacje związkowe z Gdyni zarzuciły Ministerstwu Skarbu, że źle prowadzi rozmowy z ukraińską firmą.
Kurier Szczeciński: Odwierty przy falochronie 2008-07-29 21:27:29
W Świnoujściu rozpoczęły się badania geologiczne, które mają pomóc wybudować falochron osłonowy. Będzie on częścią tzw. portu zewnętrznego dla terminalu gazu skroplonego LNG. Platforma wiertnicza stanęła na wodzie niedaleko końca zabytkowego falochronu, który zamyka ujście Świny.
Platformę wiertniczą doskonale widać z plaży i zbudowanego w XIX wieku falochronu w dzielnicy Warszów. Obserwują ją także wczasowicze ze stateczków wycieczkowych.
- Jest to uzupełniający etap badań pod budowę falochronu dla gazoportu – mówi Ewa Wieczorek, rzecznik prasowy Urzędu Morskiego w Szczecinie. – Wcześniejsze wyniki badań były dobre i teraz na pewno nic się w tej kwestii nie zmieni. Gazoport na pewno powstanie.
Przetarg na wykonanie dokumentacji pod budowę falochronu osłonowego wygrała firma „Projmors”, Biuro Projektów Budownictwa Morskiego sp. z. o. o w Gdańsku. To ona zleciła badanie gruntów. Obecnie zwiększana jest siatka odwiertów i są one umieszczone bliżej siebie. Odwierty odbywają się na głębokości 30 metrów od lustra wody.
- Dzięki dodatkowym badaniom falochron będzie można zaprojektować ekonomiczniej. Wyniki badań powinniśmy poznać najdalej w październiku. – mówi E. Wieczorek.
Falochron będzie miał długość około trzech kilometrów. Będzie się on kończył kamieniami narzutowymi. Inwestycja związana z jego budową (w tym m.in. opracowanie dokumentacji, różnego rodzaju badania, budowa toru podejściowego, obrotnicy i falochronu) pochłonie 1 miliard 75 milionów złotych z budżetu państwa.
Od strony lądu granica gazoportu ma przebiegać od Portu Handlowego Świnoujście do terenu przy ulicy Ku Morzu – czyli tzw. „betonki” prowadzącej na plażę.
Mamy zapewnienie od LNG, że mieszkańcy Świnoujścia będą nadal mogli korzystać z plaży na prawobrzeżu – mówi Robert Karelus, rzecznik prezydenta Świnoujścia. Bartosz TURLEJSKI
Kurier Szczeciński: Stoczni potrzebny jest pomysł 2008-07-30 21:42:15
Rozmowa z prof. Leonardem Rozenbergiem z Politechniki Szczecińskiej
- Dlaczego w ciągu kilku ostatnich lat nie udało się sprzedać stoczni?
- Odpowiem krótko: gdyż nie było komu.
- Był Złomrex...
- Ale to historia ostatnich kilku miesięcy, no - może roku. Myślę, że jednak w pewnym sensie przeciekło trochę czasu między palcami. Kogo za to winić? Bardzo dobre pytanie, ale odpowiedzi na nie na razie nie ma.
- Najpopularniejsza odpowiedź jest taka, że wszystkie ostatnie rządy.
- W pewnym sensie prawda. Myślę, że także Agencja Rozwoju Przemysłu, czyli główny właściciel. Bo zwykle o stanie przedsiębiorstwa decyduje jego właściciel i jego polityka wobec firmy.
- A może zamiast czekać na decyzję Komisji Europejskiej i toczyć z nią boje, lepiej byłoby sprywatyzować stocznię przez jej upadłość?
- Teoretycznie byłoby lepiej. Bo to mniej kłopotów papierkowych. Do tego bardzo prosta procedura. Pytanie jest jednak takie: czy znajdzie się ktoś, kto to kupi? Zważywszy, że okresy powstawania i upadku stoczni są coraz częstsze. W całej tej procedurze, której poddano stocznię szczecińską, gdyńską i gdańską, zabrakło light motive`u w sferze zarządzania, czyli o co chodzi, dlaczego to robimy. A chodziło chyba głównie o to, żeby były miejsca pracy. To jest bardzo ważne. Ale te miejsca pracy mają sens pod warunkiem, że są stabilne. Kiedy są niestabilne, to już takiego wielkiego sensu nie mają. I to jest właśnie powód, dla którego jestem przeciwny upadłości stoczni. Już nie tak dawno taki proces przechodziliśmy i wiem, ile zapłacili za niego ludzie, którzy tam pracują. I bardzo bym nie chciał, żeby mieli płacić po raz wtóry taką strasznie wysoką cenę. Nie mówimy zresztą tylko o stoczni szczecińskiej. Musimy widzieć pozostałe. Do tego zakłady kooperujące. Mówimy więc o około 100-150 tysiącach ludzi łącznie.
- Może się jednak zdarzyć, że KE 12 września po raz kolejny odrzuci polskie propozycje restrukturyzacji stoczni.
- To prawda. Nie wiem, jak będą wyglądać plany restrukturyzacji. Ale nie wyobrażam sobie, jakie musiałyby być spełnione warunki, żeby stocznia wyszła na prostą przy takim kursie dolara. Przy tym otoczeniu finansowym, jakie jest obecnie w Polsce, stocznie mają niewielkie szanse na to, aby uzyskać trwałą rentowność. A o to chodzi przecież Unii Europejskiej.
- Jakie więc są szanse dla stoczni?
- Od początku brakowało i chyba nadal brakuje pomysłu. Nasze stocznie nie mają produktu rynkowego. Jesteśmy w segmencie statków, które powoli opanowują Chińczycy. Zbudowaliśmy też chyba wszystkie chemikaliowce, jakie są potrzebne na świecie. Mostostal Chojnice, jako inwestor, podoba mi się o tyle, że może wnieść do stoczni pierwiastek nie budowania statków. My na budowaniu statków kreujemy straty. Może lepiej tak - im mniej statków, tym mniejsza strata, ale za to inna produkcja.
- Załóżmy, że 12 września KE przyjmie jednak plany restrukturyzacji opracowane przez nasz rząd. Mostostal i norweski Ulstein kupują stocznię. Jakie mogą być jej dalsze losy?
- Na pewno będzie musiała być przeprowadzona jakaś restrukturyzacja zatrudnienia. Ale to wcale nie musi oznaczać zwolnień. Zresztą inwestorzy zapewniają w mediach, że chcą zatrudnić więcej osób. Nieuniknionym wydaje się jednak zamknięcie jednej z pochylni. UE wyraźnie żąda zmniejszenia mocy produkcyjnych. Choć nie tylko od nas. Tak było w przypadku stoczni po byłej NRD. Ale tak naprawdę, to potrzebny nam jest potężny zastrzyk technologii i dobry pomysł na produkt rynkowy ze szczecińskiej stoczni.
- Dziękuję za rozmowę. Dariusz Staniewski
Dodaj komentarz Czytaj wszystkie (6)
Rysio, 2008-07-31 18:18:29
Stocznie!Piszesz o azjatyckich stoczniach, ze sa tanie.Tak to prawda,z tym ze,Polska zakupila dosc dawno tanie statki w od Rumuni,wszyskie zatonely.A nasze "primitywnie"robione plywaja do dzis.A ze unia europejska{czytaj)Niemcy,Anglia,Francja boja sie konkurencji naszych dobrze zrobionych statkow.Polska ma byc wiocha Europy i obozem taniej sily roboczej
Paweł, 2008-07-31 13:08:56
ssss, całkowicie popieram Twoją opinię. Mało tego, tacy to nasi naukowcy-wykładowcy mądrzy, pierwsi do mediów, autorytety się z nich porobiły, że klękajcie narody. Szkoda tylko, że szczecińskie uczelnie w których urzędują (bo pracą, nauczaniem czy pracą naukową trudno to nazwać) są na szarym końcu we wszelkich rankingach. Może tak więcej pokory?
ssss, 2008-07-31 12:35:08
mamy bardzo dobrych w naszym mieście ekonomistów ale oni są mocni w gębie i by tylko dużo gadali ale żaden nie weżnie w swoje ręce i zacznie rządzić żeby uratować stocznie tylko by zasiadali w radach nadzorczych i brali kolosalne pensje to właś nie przez takich ludzi mamy to co mamy
Port Szczecin-Świnoujście: Posiedzenie Rady Nadzorczej Zarzadu Morskich Portów Szczecin i Świnoujście S.A.
29.07.2008 odbyło się posiedzenie Rady Nadzorczej Zarządu Morskich Portów Szczecin i Świnoujście S.A. Rada Nadzorcza pozytywnie oceniła skonsolidowane sprawozdanie finansowe Grupy Kapitałowej "Zarząd Morskich Portów Szczecin i Świnoujście S.A." za rok obrotowy 2007. Członkowie Rady wysłuchali także informacji dotyczącej wyników ekonomiczno-finansowych Spółki w pierwszym półroczu bieżącego roku. RN podjęła decyzję o odwołaniu z funkcji Prezesa Spółki Janusza Catewicza. Zgodnie z uchwałą Rady do czasu rozstrzygnięcia konkursu na członków zarządu firmą kierować będzie zarząd w składzie 4-osobowym. Prezesem firmy jest Dyrektor ds. Rozwoju Portów Władysław Lisewski. Do dnia 8.08.br. ukaże się ogłoszenie o konkursie na członków zarządu ZMPSiŚ S.A. Oferty będą zbierane do 15.09.br., rozmowy kwalifikacyjne z kandydatami odbędą się 23.09.br.
Portal Morski: Rosnące przeładunki w DCT Gdańsk powodują wzrost produktywności Opublikowano: 31 lipca, 2008
W nowym polskim terminalu kontenerowym, DCT Gdańsk, rosną przeładunki, które obecnie sięgają ok. 10.000 TEU miesięcznie, a wraz ze wzrostem aktywności terminalu, jego załoga zdobywa także cenne doświadczenie. Rosnące tempo przeładunków potwierdza również nowy rekord ustanowiony ostatnio przez terminal.
Obsługiwanym statkiem była należąca do Containerships jednostka, Aila (907 TEU). Suwnice STS osiągnęły produktywność przeładunkową netto na poziomie 40,5 ruchów na godzinę każda. Całkowita produktywność przeładunkowa dla tego statku wyniosła 75 ruchów przeładunkowych na godzinę.
Fred Kamperman, dyrektor generalny DCT Gdańsk, jest bardzo zadowolony z pracy operatorów obsługujących suwnice, jak i tych pracujących na pirsie. – „W ciągu 12 miesięcy nauczyli się bardzo wiele.” – powiedział. – „Aila nie jest wyjątkiem, wciąż obserwujemy stały wzrost wydajności zarówno w przypadku statków feederowych, jak i innych statków żeglugi bliskiego zasięgu. W trakcie fazy rozruchu, większość czasu pracy nasi operatorzy poświęcali na doskonalenie swych umiejętności, ale teraz, kiedy mamy więcej pracy, ich motywacja znacznie wzrosła. Jak z każdą inną umiejętnością - w miarę jej doskonalenia osiągasz lepsze wyniki.. Mogę powiedzieć, że teraz w DCT Gdańsk mamy naprawdę bardzo wydajną załogę.”
Containerships przeniósł swoje ładunki do DCT Gdańsk w lutym, żeby zapewnić obsługę rosnących ładunków oraz niezbędną na europejskich trasach zgodność z rozkładem. DCT obsługuje obecnie tygodniowo średnio trzy zawinięcia jednostek Containerships, które łączą Polskę z Wielką Brytanią i północą kontynentu oraz kilkoma portami bałtyckimi. Aila w ciągu tygodnia kursuje między DCT Gdańsk, Södertälje, St Petersburgiem, Helsinkami oraz portem w Aarhus.
Ambicja DCT Gdańsk, by obsługiwać statki dalekiego zasięgu, wg Borisa Wenzel’a, CEO w DCT Gdańsk, wkrótce się spełni. – „Pokazując, że jesteśmy w stanie obsługiwać zawijające do nas statki szybko i wydajnie, dajemy światu sygnał, że DCT Gdańsk jest gotów na większe jednostki. Nasz terminal to doskonały wybór, jako port prowadzący do rosnącego rynku polskiego oraz jako hub obsługujący region całego Morza Bałtyckiego, łącznie z Rosją.”
Robert Bil, dyrektor Containerships Polska, pogratulował DCT Gdańsk tego osiągnięcia. – „Od kiedy przenieśliśmy się do DCT Gdańsk, obserwujemy szybszą obsługę naszych statków, co jest dla nas oczywiście bardzo korzystne. Terminal obecnie regularnie osiąga wysoką produktywność przeładunkową.”
Portal Morski /Gazeta Wyborcza: Pod żaglami piwo bardzo niewskazane Opublikowano: 30 lipca, 2008
Za pływanie jachtem, motorówką albo kajakiem po pijanemu można trafić za kratki, tak samo jak za kierowanie "pod wpływem" samochodu albo roweru - ostrzegają policjanci i pogranicznicy, którzy z alkomatami patrolują główne pomorskie akweny. W niedzielę na Zalewie Wiślanym wpadł żeglarz, który "wydmuchał" 2,5 promila. 65-latek z Elbląga wieczorem wypłynął z przystani w Tolkmicku. Wpadł na skutek kontroli przeprowadzonej przez funkcjonariuszy straży granicznej, którzy otrzymali informację, że mężczyzna może być nietrzeźwy. Podpłynęli do niego, a gdy weszli na pokład od razu poczuli silny zapach alkoholu. Jacht został odholowany do przystani, a mężczyzna przekazany policji. W sobotę w Gdańsku zatrzymano z kolei mężczyznę, który miał ok. 0,5 promila alkoholu i po Zatoce Gdańskiej woził skuterem dzieci. Obaj ci mężczyźni staną wkrótce przed sądem, który może wsadzić ich nawet do więzienia. Za pływanie po szlakach wodnych pod wpływem alkoholu [ponad 0,5 promila - red.] łodzią wyposażoną w silnik motorowy (i nie trzeba go nawet uruchamiać) grozi kara do dwóch lat pozbawienia wolności, utrata patentu, a jeśli oskarżony posiada samochodowe prawo jazdy na samochód, sąd może je także odebrać. - Generalnie, jeśli chodzi o alkohol, to osoby na wodzie podlegają takim samym przepisom jak kierowcy na lądzie - mówi Błażej Bąkiewicz z Komendy Wojewódzkiej Policji w Gdańsku. - Kłopoty można mieć nawet siadając za sterami jachtu po jednym piwie, bo gdy alkomat wykaże stan po spożyciu [od 0,25 do 0,5 promila - red.] grozić będzie kara grzywny lub nawet 30 dni aresztu. Na tym nie koniec, bo polskie prawo zakazuje osobom, które wypiły alkohol pływania także zwykłym kajakiem, rowerem wodnym albo łódką z wiosłami. Tak samo jak w przypadku rowerzystów na lądzie - grozi za to do roku więzienia (szczególnie surowy sędzia może dodatkowo ukarać pijanego kajakarza odbierając mu prawo jazdy na samochód, jeśli podsądny takie posiada). Policja wodna na Pomorzu to kilkudziesięciu funkcjonariuszy, mających do dyspozycji 27 łodzi motorowych. Każdego dnia przeprowadzają w sumie ponad sto kontroli - sprawdzają stan techniczny łodzi, trzeźwość i uprawnienia sterników. - Wygląda na to, że na wodzie jest jednak dużo lepiej niż na lądzie, bo w ciągu roku zatrzymano zaledwie kilku nietrzeźwych żeglarzy - dodaje Bąkiewicz. - Teraz jednak kontroli wodnych będzie jeszcze więcej, bo kilka dni temu straż graniczna podpisała z policją umowę o wspólnym patrolowaniu Zalewu Wiślanego - jednego z największych akwenów w regionie. Niedzielne zatrzymanie pijanego żeglarza z Elbląga jest właśnie tego efektem. Grzegorz Szaro
Portal Morski: Pionierska eksploracja Bajkału wstrzymana Opublikowano: 1 sierpnia, 2008
Uszkodzenie słynnego rosyjskiego batyskafu Mir 2 spowodowało przerwanie pionierskiej eksploracji jeziora Bajkał, której jednym z elementów miało być pionierskie zejście na 1 600 metrów – najgłębsze miejsce tego największego (i najgłębszego) zbiornika słodkowodnego na Świecie. Do uszkodzenia doszło w czasie wodowania batyskafu z barki. Wznowienie operacji jest planowane na 2 sierpnia. Obydwa, bliźniacze rosyjskie batyskafy (Mir 1 i Mir 2) zostały specjalnie zmodyfikowane do operowania na wodach słodkich, o znacznie mniejszej gęstości niż woda morska.
Portal Morski: Norwescy rybacy podkupywani przez poszukiwaczy ropy Opublikowano: 31 lipca, 2008
Norweska gazeta Fiskeribladet Fiskaren szacuje, że już 146 rybaków porzuciło rybactwo i zostało zatrudnionych jako konsultanci na statkach poszukujących złóż węglowodorów na norweskim szelfie kontynentalnym.
Portal Morski: Island Constructor statkiem roku Opublikowano: 1 sierpnia, 2008
Specjalistyczny, wielozadaniowy statek offshore Island Constructor został wyróżniony tytułem Statku Roku przez renomowany magazyn Offshore Support Journal. Statek będzie głównym bohaterem specjalnego wydania OSJ który będzie dystrybuowany w czasie tegorocznych targów SMM. Island Constructor został zbudowany przez stocznię Ulstein Verft na bazie projektu SX121 autorstwa Ulstein Design, z zastosowaniem dziobu ULSTEIN X-BOW® (jest to aktualnie największe na świecie jednostka na której zastosowano to rozwiązanie).
MW: ORP „Gen. K. Pułaski” rozpoczął operację antyterrorystyczną Gdynia 2008-07-31 13:01
ORP „Gen. K. Pułaski” znajduje się już na Morzu Śródziemnym i rozpoczął swój udział w operacji antyterrorystycznej ACTIVE ENDEAVOUR. Operując w składzie Sił Odpowiedzi NATO, polski okręt będzie monitorował sytuację na morzu w celu zachowania bezpieczeństwa żeglugi. To jedna z najważniejszych operacji prowadzonych przez Sojusz Północnoatlantycki. Okręt wchodzi obecnie w skład elitarnego zespołu Sił Odpowiedzi NATO o nazwie SNMG-1 (Standing NATO Maritime Group -1). W ciągu najbliższych tygodni ORP „Gen. K. Pułaski” będzie monitorował morskie szlaki komunikacyjne oraz przyległe akweny. SNMG1 ma bowiem za zadanie nie dopuścić do wszelkiego rodzaju aktywności wspierających terroryzm oraz przestępczość międzynarodową. Okręty zespołu będą patrolowały Morze Śródziemne po to, by udaremnić ewentualne sytuacje zagrażające bezpieczeństwu, w tym przemyt broni masowego rażenia, materiałów wybuchowych i innego uzbrojenia, próby nielegalnej imigracji oraz przemyt narkotyków.
Sojusz Północnoatlantycki rozpoczął operację ACTIVE ENDEAVOUR w 2001 roku na mocy Artykułu V Traktatu Waszyngtońskiego (po atakach terrorystycznych na World Trade Center i Pentagon). W początkowej fazie rozciągała się ona jedynie na wschodnią część Morza Śródziemnego. Jednak w niedługim czasie obszar działania rozszerzono o Cieśninę Gibraltarską oraz część Zachodnią Morza Śródziemnego. W 2004 roku operacja objęła cały akwen Morza Śródziemnego. Dzisiaj oprócz jednostek NATO-wskich w ACTIVE ENDEAVOUR udział biorą okręty państw Partnerstwa dla Pokoju oraz Dialogu Śródziemnomorskiego. Polska Marynarka Wojenna bierze udział w tej operacji już po raz czwarty.
Kurier Szczeciński: Kasa na mariny i porty 2008-07-31 21:21:36
Zachodniopomorski Szlak Żeglarski „wskoczył” w czwartek na listę projektów kluczowych centralnego Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka. W ten sposób więcej pieniędzy ze środków unijnych zostanie w Regionalnym Programie Operacyjnym. Z kolei lista projektów kluczowych Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko powiększyła się m.in. o kilka zachodniopomorskich projektów.
Pierwotnie Zachodniopomorski Szlak Żeglarski miał być współfinansowany wyłącznie pieniędzmi z RPO. Miał się nawet znaleźć na liście projektów kluczowych tego programu. Część tego projektu została także zgłoszona do Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka. Wczoraj Ministerstwo Rozwoju Regionalnego ogłosiło zweryfikowaną wersję projektów kluczowych. Szlak, jako jedyny projekt z Pomorza Zachodniego, znalazł się na liście podstawowej POIG.
W ramach tej inwestycji ma powstać 10 portów jachtowych – w Trzebieży, Wapnicy, Wolinie, Kamieniu, Kołobrzegu, Darłowie, Mielnie i Szczecinie (trzy przystanie). Jej koszt to 88 mln zł (dofinansowanie pieniędzmi unijnymi wyniesie 60 proc.). Kolejne mariny będą wybudowane za pieniądze z RPO. – Mamy na ten cel zarezerwowane 25 mln zł – mówi Witold Jabłoński, wicemarszałek zachodniopomorski. – We wrześniu zarząd województwa przyjmie strategię rozwoju marin. Sprawą tą zajmie się także sejmik województwa.
Z kolei na zweryfikowanej liście projektów kluczowych Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko znalazły się m.in nowe zachodniopomorskie. To dwie planowane inwestycje Zarządu Morskiego Portu Police sp. z o.o.: rozbudowa terminali – barkowego i morskiego, a także projekt miasta Darłowa dotyczący rozbudowy tamtejszego portu morskiego. Ponadto, po weryfikacji, projekt III etapu poprawy dostępności do portu kołobrzeskiego z listy rezerwowej awansował na listę podstawową. (masz, ek)
SIERPIEŃ
2008-08-01 Piątek
trojmiasto.pl: Każdy może zobaczyć morze 1 sierpnia 2008
Na pokładzie jachtu "Zawisza Czarny" niepełnosprawne osoby poczują smak morskiej przygody. W sobotę z portu w Gdyni w miesięczny rejs wypłynie "Zawisza Czarny". Na jego pokładzie znajdzie się 32-osobowa załoga, której połowę stanowić będą osoby niewidome i słabo widzące. Wyprawa odbędzie się w ramach projektu "Zobaczyć morze", W trakcie rejsu młodzi, niepełnosprawni ludzie zmierzą się z różnymi wyzwaniami, jakie przynosi każdy dzień na pokładzie. W tym celu jacht został wyposażony w urządzenia dźwiękowe ułatwiające orientację. - Dzięki takim rozwiązaniom niewidoma załoga bardzo szybko zaaklimatyzuje się w nowej przestrzeni i z łatwością będzie poruszać się po pokładzie bez przewodnika lub laski. - przekonuje Robert Krzemiński, organizator rejsu. Tegoroczna wyprawa jest już trzecią z kolei. Podzielona została na trzy 10-cio dniowe etapy. Całość zakończy się 1 września. Każdy etap będzie przygodą dla innej grupy ludzi. Razem weźmie w nich udział aż 48 osób z wadami wzroku. Pierwszy etap podróży przewiduje dotarcie z Gdyni do Bergen. W tym czasie to norweskie miasto gościć będzie zlot żaglowców The Tall Ships' Races 2008. Potem jachty ruszą wspólnie do portu Den Helder w Holandii. Ostatnim etapem rejsu "Zawiszy Czarnego" będzie powrót do Gdyni przez Kilonię i Karlskronę. Portal regionalny trojmiasto.pl mb
Kurier Szczeciński: Gawlik liczy na inwestorów zagranicznych dla stoczni 2008-08-01 15:34:58
Wiceminister skarbu Zdzisław Gawlik spodziewa się, że większość ofert na zakup stoczni Gdynia i Szczecin, które wpłyną do resortu w przyszłym tygodniu, będzie pochodziła od inwestorów zagranicznych. Gawlik nie chciał ujawnić nazw przedsiębiorstw oraz ich liczby. Ministerstwo skarbu czeka do 4-5 sierpnia na nowe oferty od inwestorów zainteresowanych restrukturyzacją i prywatyzacją zakładów w Gdyni i Szczecinie. Wiceminister odniósł się również do rozmów, prowadzonych z ukraińską firmą ISD Polska, zainteresowaną połączeniem stoczni Gdynia i Gdańsk. - Negocjacje trwają, pewne uzgodnienia zostały poczynione. Są jeszcze rozbieżności pomiędzy stronami i będą one dalej przedmiotem negocjacji - powiedział Gawlik. Wiceminister nie chciał zdradzić, czego dotyczą rozbieżności. Zdaniem rzecznika ISD Polska Jacka Łęskiego, przesłany w piątek do MSP plan restrukturyzacji dla stoczni Gdynia to „najlepsza oferta, na jaką stać spółkę”. Łęski wyjaśnił, że oferta przewiduje minimalny wkład własny inwestora w wysokości 320 mln euro. - Może on sięgnąć nawet 640 mln euro. Będzie to zależało m.in. od tego, na ile uda się zlikwidować ryzyka związane z działalnością stoczni - dodał rzecznik. Komisja Europejska dała Polsce czas do 12 września na przygotowanie nowych planów restrukturyzacji stoczni Gdynia i Szczecin. Minister skarbu Aleksander Grad ma nadzieję, że do 30 września uda się sprywatyzować oba zakłady. Zakupem stoczni Szczecin są zainteresowane m.in. firma z Pomorza Mostostal Chojnice oraz Polish Shipbuilding Company. (PAP)
Portal Morski / Kurier Szczeciński : W piątek ISD złoży plan restrukturyzacji stoczni Gdynia
Opublikowano: 1 sierpnia, 2008
- W piątek ukraińska firma ISD Polska ma przesłać do resortu skarbu ostateczną wersję planu restrukturyzacji dla stoczni Gdynia - powiedział w czwartek rzecznik ISD Polska Jacek Łęski.
- Składamy najlepszą ofertę, na jaką nas stać, która przewiduje połączenie stoczni: Gdynia i Gdańsk. Od przyszłego tygodnia negocjujemy z resortem skarbu osobny plan restrukturyzacji dla zakładu w Gdańsku - powiedział Łęski.
- Do rozmów na temat planu restrukturyzacji dla stoczni Gdynia wrócimy, gdy ministerstwo skarbu uzna, że nasza oferta jest najlepsza - dodał.
Rzecznik poinformował, że przygotowany przez ISD Polska plan naprawy zakładu w Gdyni przewiduje minimalny wkład własny inwestora w wysokości 320 mln euro. Dodał, że może on sięgnąć nawet 640 mln euro. - Będzie to zależało m.in. od tego, na ile uda się zlikwidować ryzyka związane z działalnością stoczni - wyjaśnił.
Komisja Europejska dała Polsce czas do 12 września na przygotowanie nowych planów restrukturyzacji stoczni Gdynia i Szczecin. Minister skarbu Aleksander Grad ma nadzieję, że do 30 września uda się sprywatyzować oba zakłady.
Firma z Pomorza Mostostal Chojnice jest zainteresowana zakupem stoczni Szczecin; zakład w Gdyni chce kupić Polish Shipbuilding Company. Ukraińska firma ISD planuje połączenie stoczni Gdańsk i Gdynia. (PAP)
MW: Akcja saperów Marynarki Wojennej Gdynia 2008-08-01 22:53
200 sztuk pocisków artyleryjskich i granatów moździerzowych wydobyli oraz zabezpieczyli saperzy Marynarki Wojennej. Niewybuchy wyrzuciło morze na brzeg Półwyspu Helskiego. Akcję przeprowadził patrol rozminowania 43 Batalionu Saperów Marynarki Wojennej. Operacja rozminowania rozpoczęła się dzisiaj (piątek, 1 sierpnia) o godzinie 10:30 i trwała do godzin wieczornych. Sygnał o niewybuchach przekazała Marynarce Wojennej Policja, która wspólnie z Żandarmerią Wojskową zabezpieczała rejon prowadzenia akcji. Niewybuchy wyrzuciło morze na brzeg Półwyspu Helskiego (od strony morza) kilka kilometrów przed miejscowością Hel. Niewybuchy zalegały na długości około 50 metrów linii brzegowej. Saperzy Marynarki Wojennej rozpoznali i zidentyfikowali niewybuchy jako niemieckie pociski artyleryjskie oraz granaty moździerzowe z okresu II wojny światowej. Łącznie około 200 sztuk o kalibrach 75 mm, 88 mm, 105 mm, 120 mm, i 150 mm. Niewybuchy zostały usunięte z plaży i zabezpieczone przez saperów. Zostaną unieszkodliwione na poligonie lądowym. Akcją dowodził dowódca patrolu rozminowania chorąży mar. Marcin STAŃCZYK. Saperzy Marynarki Wojennej, okręty obrony przeciwminowej oraz grupy płetwonurków minerów MW prowadzą rocznie około 200 akcji rozminowania zarówno na morzu jak i w strefie brzegowej. Siły Marynarki Wojennej angażują się także w międzynarodowe operacje przeciwminowe w ramach NATO i Partnerstwa dla Pokoju. Najczęściej do tego typu interwencji dochodzi w rejonach, gdzie podczas wojny prowadzone były intensywne działania bojowe. Niewypały i niewybuchy są sukcesywnie likwidowane. Saperzy MW ostrzegają, że każdorazowo, o tego typu znaleziskach należy bezzwłocznie informować Policję. Nie wolno nic ruszać, ani dotykać. Takie obiekty mogą badać i unieszkodliwiać jedynie specjalistyczne oddziały saperskie. 43 Batalion Saperów Marynarki Wojennej stacjonuje na Półwyspie Helskim w miejscowości Rozewie i wchodzi w skład 3 Flotylli Okrętów. Głównym zadaniem 43 Batalionu Saperów jest między innymi tworzenie zapór inżynieryjnych, wykrywanie i likwidacja niewybuchów, utrzymywanie infrastruktury baz morskich, organizacja punktów poboru i oczyszczania wody, likwidacja zniszczeń i rozpoznanie inżynieryjne sił przeciwnika.
Portal Morski / Dzie nnik Bałtycki: W porcie gdańskim sezon w pełni Opublikowano: 1 sierpnia, 2008
Tegoroczny sezon turystyczny w porcie gdańskim minął półmetek. Dotychczas duże statki wycieczkowe zawijały do niego 24 razy. Co prawda zapowiedzianych było w sumie 40 zawinięć wycieczkowców, ale dwa zostały odwołane.
Sezon zainaugurowało w Gdańsku wejście 14 maja statku "Albatros II", a zakończy - wpłynięcie 19 września wycieczkowca "Alexander von Humboldt". Statki pasażerskie obsługiwane są w porcie gdańskim przy nabrzeżach Oliwskim i Terminalu Promowego Westerplatte.
Janusz Kasprowicz, rzecznik prasowy Zarządu Morskiego Portu Gdańsk SA, przypomina, że wycieczkowce odwiedzające Gdańsk odbywają rejsy wokół Morza Bałtyckiego, trwające od tygodnia do kilkunastu dni. Trasy ich podróży są tak zaplanowane, aby płynęły nocami, a wchodziły do kolejnych portów rankami.
Portem docelowym wycieczkowców jest zwykle Sankt Petersburg. Zawijają one także do Rygi, Tallina, Helsinek i Sztokholmu, a w ostatnich latach coraz częściej do polskich portów. Bliskość Gdyni i Gdańska powoduje, że wycieczkowce wpływają albo do jednego, albo do drugiego z tych portów. Ich pasażerowie zwiedzają Gdańsk i Malbork.
Statki wycieczkowe pływające po Bałtyku mają długość od poniżej 100 do ponad 300 m. Na każdym z nich znajduje się od kilkuset do prawie 2000 pasażerów i członków załóg.
Zawinięcia wycieczkowców
Liczba zawinięć statków wycieczkowych do portu gdańskiego
2004 28
2005 32
2006 29
2007 54
2008 40 *
* - zawinięcia planowane
Jacek Sieński
2008-08-02 Sobota
Portal Morski / Dziennik Bałtycki : Gorąca atmosfera w Stoczni Gdynia - ISD złożyło ofertę kupna akcji stoczni, związkowcy wysłali list do premiera Opublikowano: 2 sierpnia, 2008
Komitet Obrony Stoczni, działający w Stoczni Gdynia SA, domaga się od premiera Donalda Tuska wyznaczenia specjalnego koordynatora ds. kontaktów z przedstawicielami związków zawodowych, działających na terenie przedsiębiorstwa. W tej sprawie związkowcy wysłali do premiera list.
- Jeżeli premier nie ma czasu, żeby spotkać się z nami, to nich przynajmniej wyznaczy urzędnika, którego będziemy mogli informować o naszych obawach związanych z prywatyzacją stoczni - mówi Jan Gumiński, przewodniczący Wolnego Związku Zawodowego Pracowników Gospodarki Morskiej. - Mnie np. bardzo nie podoba się to, że poza rozmowami z firmą ISD prowadzone są także negocjacje z innymi przedsiębiorstwami i bankami na temat sprzedaży akcji naszego przedsiębiorstwa. Lepiej konkretnie i rzeczowo rozmawiać z jednym potencjalnym inwestorem, niż się rozdrabniać. Pracownicy Ministerstwa Skarbu Państwa już kilkakrotnie pokazali, że nie są najlepszymi negocjatorami.
Związkowcy domagają się także spotkania z premierem.
- Chcemy wiedzieć, na jakim etapie jest proces restrukturyzacji naszej firmy - mówi Leszek Świętczak, przewodniczący Związku Zawodowego "Stoczniowiec". - Kto jak kto, ale premier, który ręczył głową za Stocznię Gdynia, powinien najlepiej wiedzieć, czy nasze przedsiębiorstwo będzie uratowane czy upadnie.
Wczoraj firma ISD złożyła w Ministerstwie Skarbu Państwa ofertę kupna Stoczni Gdynia.
- Składamy najlepszą ofertę, na jaką nas stać, która przewiduje połączenie stoczni Gdynia i Gdańsk. Od przyszłego tygodnia negocjujemy z resortem skarbu osobny plan restrukturyzacji dla zakładu w Gdańsku. Do rozmów na temat planu restrukturyzacji dla Stoczni Gdynia wrócimy, gdy Ministerstwo Skarbu uzna, że nasza oferta jest najlepsza - informuje Jacek Łęski, rzecznik ISD Polska. - Przygotowany przez spółkę plan naprawy zakładu w Gdyni przewiduje minimalny wkład własny inwestora w wysokości 320 mln euro. Może on sięgnąć nawet 640 mln euro. Będzie to zależało m.in. od tego, na ile uda się zlikwidować ryzyka związane z działalnością stoczni.
Komisja Europejska dała Polsce czas do 12 września na przygotowanie nowych planów restrukturyzacji stoczni Gdynia i Szczecin. Minister skarbu Aleksander Grad ma nadzieję, że do 30 września uda się sprywatyzować oba zakłady. Jeśli inwestora i planu nie będzie, komisja wyda nakaz zwrotu pomocy publicznej, a to oznacza bankructwo stoczni. Mariusz Jabłoński
Portal Morski / Głos szczecinski: Kto kupi stocznię Opublikowano: 2 sierpnia, 2008
W przyszłym tygodniu rozpoczynają się rozmowy ministra skarbu z inwestorami, którzy chcą kupić stocznie.
Tzw. tura brukselska rozpocznie się pod koniec sierpnia, komisarze są na urlopach
Maciej Wewiór z Ministerstwa Skarbu Państwa poinformował, że szef resortu wczoraj spotkał się z zespołami negocjacyjnymi. Nie chciał zdradzić szczegółów. Rozmowy toczą się z Mostostalem zainteresowanym stocznią szczecińską i ISD Polska, która chce kupić stocznie w Gdyni.
- Pewne sprawy wstępnie ustalono, są też rozbieżności, ale tak naprawdę liczy się opinia Komisji Europejskiej - dodał.
W ciągu dwóch tygodni okaże się, która z nowych firm zainteresowanych kupnem stoczni zostanie w grze.
Związkowcy są nadal bardzo sceptyczni.
- Niepokoją nas kwestie, których minister nie wyjaśnił na spotkaniu w Warszawie - mówi Mieczysław Jurek, przewodniczący NSZZ Solidarność Regionu Pomorza Zachodniego. - Czy prawdą jest, że komisarz Neeli Kroes, w uwagach do przesłanych przez nasz rząd koncepcji prywatyzacji stwierdziła, że stoczni szczecińskiej w ogóle nie należała się pomoc publiczna. Nie rozumiemy też dlaczego są tak duże rozbieżności, jeśli chodzi o wielkość pomocy dla obu stoczni. Padają liczby 5, 7 a nawet 12 mld zł. Maciej Wewiór w rozmowie z "Głosem” nie rozwiał wątpliwości, ale nie zaprzeczył, że komisarz Roes taką uwagę zawarła w uwagach. Pomocą publiczną zajmuje się Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Maciej Chmielowski z biura UOKiK poinformował nas, że po akcesji Polski do Unii pomoc publiczna dla Stoczni Szczecińskiej wyniosła 2,2 mld zł, dla stoczni gdyńskiej - 4,5 mld a dla stoczni gdańskiej - 750 mln zł. W najbliższy poniedziałek zarząd stoczni i przedstawiciele Komitetu Protestacyjnego spotkają się z prezydentem Szczecina Piotrem Krzystkiem. Piotr Jasina